poniedziałek, 17 grudnia 2012

gdy au pair ma pecha

Kiedyś wspomniałam że zdecydowanie się na bycie au pair, pozostawienie dotychczasowego życia i zaczęcia nowego w obcym, nieznanym kraju, pod jednym dachem z obcymi ludźmi, wymaga nie lada odwagi. Kiedyś też porównałam ten program do loterii bo prawdą jest że agencja nawet nie wiadomo jak bardzo by chciała nie może Ci dać gwarancji że znajdziesz się w fajnej, normalnej host rodzinie.

Zmierzam do tego że chciałabym Wam opowiedzieć w jakiej rodzinie znalazła się  moja najlepsza znajoma w UK , au pair z Hiszpani, sąsiadka dom obok. Przede wszystkim doceniam moje cholerne szczęście bo to mogłam być ja a po drugie to jestem zła bo ta dziewczyna zupełnie nie zasługuje na takie coś.

Może i fakt to troche jej wina ponieważ przy niektórych sytuacjach powinna wyraźnie zasygnalizować że według niej jej coś nie tak i że jej się nie podoba ale wiadomo to zależy od charakteru człowieka i może trudniej jest się "postawić" w nieswoim domu. W każdym razie jej host matka "wyczuła" na co sobie może pozwolić i sprytnie przesuneła granice do poziomu ABSURDU.

Żeby Wam dobrze zobrazować jej sytuacje to powiem że sama stwierdziła że czuję się o wiele lepiej w moim domu bo często zapraszam ją na luch/kawe/herbate i bardzo lubi moich hostów.

Ponieważ jest fair postanowiła pisemnie zrezygnować z pobytu w jej domu, zostawiając byłej hostce czas na znalezienie nowej "ofiary". Czuje się koszmarnie że nie mogę nic zrobić aby ostrzec jej nową przyszłą au pair aby szukała gdzieś indziej. Nie jestem w stanie ostrzec reszty świata że w tym domu nie jest do końca normalnie. Pamiętam swoje pierwsze dni w UK, ta ekstytacja i szczęścię że zaczeło się nową przygodę, wielkie nadzieje że będzie cudownie i wyobraźcie sobie że gdy taka nowa au pair przybędzie będę musiała ją uświadomić o realiach jakie prawdopodobnie ją spotkają. Masakra.

Gdy au pair ma pecha:

- hostka wyzna dokładny czas posiłków i dokładnie co, nie możesz zwyczajnie otworzyć lodówki i powiedzieć "ok dziś mam ochotę na to i na to "

- nie możesz nawet dla siebie gotować bo "zużywasz" jej składniki która ona już skrzętnie rozplanowała w który dzień zostaną spożytkowane, gdy chcesz rowiązać ten problem i zaczynasz kupować swoje jedznie i rzeczy które zwyczajnie masz ochotę zjęść i wkładasz je do szafek czy lodówki słyszysz że to nieodpowiednie miejsce i że lodówka za mała

- słyszysz wytłumacznie temu że " anglicy jedzą mniej " !?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!?! ( śmiech na sali )

- nie możesz rozmwiać na skypie podczas babysitingu gdy dzieciaki śpią

- nie możesz się wieczorem kompać bo lejąca woda z prysznica robi za dużo hałasu i może obudzić dzieci

 - nie możesz liczyć na to żeby użyć drukarki hostki w celu wydrukowania swojego biletu lotniczego/autobusowego bo przecież kartka i troche tuszu to zbyt wiele i musisz chodzić do rodziny obok ( czyli mojej ) i pytać się czy będą na tyle mili żeby Ci to wydrykowali

- hostka musi znać Twoje dokładne plany na weekend już w poniedziałek ze szczegółami gdzie , z kim , o której i kiedy zamierzasz wrócić

- host mother dokładnie zapisuje kiedy i ile wlewa paliwa żeby mniej więcej wyliczyć czy przypadkiem pod jej nie obecność nie używasz samochodu w innych celach niż tylko dojazd do collegu ( to wiem od jeszcze od poprzedniej au pair )

- gdy zdecydujesz w swój dzień off że chcesz zostać w piżamie do pory lunchu i rozmawiać w swoim pokoju rozmawiając na skypie to słyszysz drwiny i uwagi że w twoim wieku to nie na miejscu

- jeżeli zaczynasz sugerować że chyba coś jest nie tak ... słyszysz że cały problem tkwi w Tobie i że to ty nic nie rozumiesz i to ty jesteś najgorsza

- Twoje godziny pracy są dłuższe niż w umowie

- gdy twoji podopieczni " przypadkiem " coś wyleją, robiją, upuszczą to sprzątniecie tego należy do twoich obowiązków

-  jesteś niedoceniainy - nawet gdy pomagasz w swój dzień off przygotować urodzinową impreze

- jesteś traktowana protekcjonalnie

- jesteś zmuszana do zajmowania się takimi rzeczmi jak "szycie" chociaż nie masz zielonego pojęcia jak za to się za brać


3 komentarze:

  1. Zgadza się, program au pair to istna loteria. Z jednej strony, często napotykam się na historie szczęśliwych au pair, które są co najmniej zadowolone ze swoich warunków pracy, z drugiej zaś trafiam na właśnie takie jak ten powyżej, opisy sytuacji, które dla osoby obserwującej to z boku ukazują się jako skrajnie absurdalne i przerażające. Ja sama podpisałam umowę (już z drugim biurem, pierwsze nie znalazło mi host family i umowa wygasła) i od listopada czekam na oferty od rodzin. Nie boję się, ale przecież nie da się obawiać tego, co dla nas nieznane. Nie mogę się też przygotować do tego, co mnie spotka. Wiem jednak na pewno, że co nas nie zabije to nas wzmocni oraz, że pozytywne myślenie daje takie same rezultaty - i tego się będę trzymać ;) A nie wiesz może czy ta rodzina współpracuje z jakimś biurem, czy szuka sobie au pair na własną rękę? Wiesz, zawsze to byłaby jakaś wskazówka.

    Zapraszam na mojego bloga:
    http://wolvesfeast.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. najbardziej to mi szkoda takich au pair. większość dziewczyn, które decyduje się na program operski jest bardzo otwartych, żądnych przygód, poznania nowej kultury, a właśnie takie rodziny-katastrofy doprowadzają do różnych skrajnych emocji i braku wiary, że się uda cokolwiek. nie rozumiem, jak można tak totalnie kontrolować i poniżać człowieka, który na każdym kroku pomaga z dzieciakami i spędza z nimi więcej czasu niż rodzice.

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny blog, strasznie dużo szczerych kwestii :)

    OdpowiedzUsuń