wtorek, 6 listopada 2012

London&Jack White concert review

Wczoraj wróciłam z Londynu do angieskiego "domu". Mega zmęczona i niewyspana ale również niewyobrażalnie szczęśliwa.

Istnieje pewien rodzaj zmęczenia z którego występowania odnajdujuję naprawdę prawdziwą przyjemność ponieważ wiem wtedy że w pełni wykorzystałam swój czas i zrobiłam dokładnie to co chciałam. Po tym koncercie czuję się naprawdę spełniona i czekam na następną okazję aby to powtórzyć :)

W Londynie byłam już w pt ok 13.30 więc miałam mnóstwo czasu aby zrobić długi widokowy spacer wzdłuż Tamizy od południowej strony. Ok 20 byłam już w moim hostelu. Hostel jak hostel wiadomo za dużo oczekiwać nie można ale myśle że na 3 nocki można spokojnie przezyć beznadziejny prysznic i świadomość że dzielisz pokój z 10 innymi dziewczynami. Dla mnie najważniesze było że na dole w holu hostelu było darmowe Wiffi oraz darmowe śniadanie w godz 7.30-9.30 , uwierzcie mi wiele osób i tak miało problem aby do tego czasu wyjść z łóżka. Ja jednak nie miałam bo wstawałam zawsze wcześniej aby mieć więcej czasu na zwiedzanie ; ) Ogólnie odnoszę wrażenie że najwięcej ludzi było tam z Hiszpani i Francji , poznałam też jednego polaka więc było miło pogawędzić w ojczystym języku.

W sb przed koncertem wybrałam się do Natural History Museum. Spore kolejki ale myśle że warto było zobaczyć te wszystkie wypchane zwięrzęta w naturalnych rozmiarach oraz straszącego dzieci T.Rexa :) Po południu byłam z poworotem w hostelu aby odetchnąć i przygotować się do koncertu. Ku mojemu zdziwieniu i szczęściu 2 nowe dziewczyny z mojego pokoju takżę wybierały się na ten sam koncert co ja !!! Tak się cieszyłam ponieważ pomimo wszystko zdecydowałałam się wybrać na koncert sama ponieważ za bardzo lubie Jacka i The Kills żeby przepuścić taką okazję z takiego powodu a tu nagle okazuje się że nie będe całkiem , całkiem sama ;D

Co do samego koncertu to trudno mi dokładnie ubrać w słowa jak bardzo mi się podobało.Przez pierwsze 15 minut czekania w tłumie nie mogłam uwierzyć że naprawdę tu jestem. Gdyby nie to że zdecydowałam się na bycie au pair w tym czasie zapewne byłabym w Polsce, robiła nie wiem co i myśłała ile bym dała aby teraz znaleść się w Londynie.

The Kills miałam okazję usłyszeć po raz drugi i mogę tylko powiedzieć że było mega klimatycznie z nutką magii. Kocham, kocham i jeszcze raz kocham ich muzykę. Coś wspaniałego !

Mogę też dodać porównując do Opener Festival na którym miałam okazję ich też usłyszeć że w Londynie było naprawdę spokojnie. Nie wiem czy to dlatego że jednak koncert a festiwal różni się charakterem i liczbą uczestników ale żadnego dzikiego poga i większego taranowania ludzi nie było ;) Kilka zdjęć z koncertu, oczywiście nie mojego autorstwa bo ja byłam zbyt zahipnotyzowana i szczęśliwa żeby o tym myśleć :)



The Kills grało jako supportive band, prawdziwe szaleństwo zaczeło gdy na scenie pojawił się Jack White. Mój ulubiony muzyk i jeden z niewielu artystów których daże całkowitym podziwem i respektem. Nie chce zabrzmieć nienormalnie czy perwersyjnie ale nie jestem w stanie opisać tego co ten człowiek potrafi osiągnąć na mnie swoją grą na gitarze. Jego muzyka przeszywa dosłownie ciało i wywołuje przyjemne wibracje w środku. Coś nisamowitego i niezapomnianego !!! :)


Boże spraw mi takiego męza, proszę ! ;)

Nd kolejny bardzo długi spacer po najważniejszych miejscach i zabytkach w centrum Londynu.
Pon dzień powrotu do Lee !!!

Podsumowanie:
Przede wszstkim to jestem mega szcześliwa i nie żałuje wydanych funtów na zorganizowanie tego wyjazdu do Londynu choć przyznać trzeba że Londyn jest bardzo drogi.. Bardzo spodobało mi się to co hostka powiedziała mi w samochodzie gdy podwoziła mnie z stacji do domu że lepiej nie oszczędzać pieniędzy na swoje marzenia , że ważniejsze są wspomnienia i poczucie że się spełniasz, ze smutkiem stwierdziła że z dziećmi wszystko jest o wiele trudniejsze do zorganizowania lub w ogóle nie możliwe.

Londyn to wielkie , zatłoczone, tętniące życiem miasto ale nie powiedziałabym że jest lepsze od mojego rodzinnego miasta Warszawy. Nie wiem czy to za zasługa małego homesickness ale uważam że Warszawa znacznie różni się od Londynu ale wciaż jest piękna, magiczna i ma swój oryginalny urok ! Mimo wszystko myśle że jeszcze nie raz odwiedzę Londyn !

Cheers xxx



2 komentarze:

  1. cudownie, że sobie taki wyjazd zorganizowałaś! totalnie Ci zazdroszczę całego koncertu i samozaparcia, żeby tam dotrzeć :D ja mam nadzieję, że podczas pobytu w Anglii uda mi się na jakieś większe koncerty skoczyć, bo jednak to jest coś bardzo niesamowitego usłyszeć ulubioną muzykę na żywo!

    OdpowiedzUsuń
  2. no to pieknie dalas mi znac ze bylas w Londynie!

    OdpowiedzUsuń