sobota, 24 listopada 2012

bycie au pair


Moja właściwa przygoda jako au pair rozpoczeła się 4 września 2012 roku. Wielka dla mnie data i przeżycie. Jednak jak dłużej nad tym pomyśle to nie jest wcale najistotniejsze bo jest to tylko skutek moich wcześniejszych długich przygotować, usiłowań tak więc raczej jak dłużej się nad tym zastanowić to kluczowe było podjęcie DECYZJI. Mojej własnej, zgodnej z moim sumieniem decyzji i podjęcię działań aby osiągnąć to co zaplanowałam. Teraz kiedy jestem au pair już prawie 3 miesiące, czas w którym byłam jeszcze w czarnym punkcie i nic nie wiedziałam " na pewno " wydają się być tak odległe że prawie jakby mnie nie dotyczyły a jednak każda au pair przez to przechodzi.

Ostatnio usłyszałam że jestem dla siebie za surowa, że za dużo wymagam od siebie i sama się nie doceniam. Prawdą jest że zawsze porównuje się/ dąże do tych "lepszych" niż pocieszam się że nie mam jak Ci "gorsi". Taka moja przypadłość ale ostatnio zastanowiłam się nad tym i oto moje przemyślenia. Tak więc przedstawiam Wam różne punkty widzenia pozostania au pair.

Ja wcześniej :
Przede wszystkim to nie widziałam innej lepszej opcji dla mojego przypadku. Skończone liceum, napisana matura a ja wciąż nie zdecydowana co dalej , jakie studia itp. Po drugie potrzebowowałąm jakieś dużej odmiany (?) jak wiadomo klasa maturalna do najlatwiejszych nie należy - wiele presji, stresu i nagonki o wiele mniej czasu dla samej siebie. Na szczęście jestem takim typem osoby że nie byłabym w stanie iść na "bylejakie" studia , tak tylko żeby gdzieś iść. Dążenie do wyjazdu było dla mnie tak oczywiste że nie skupiałam się, albo nie chciałam nawet myśleć o potencjalnych niepowodzeniach lub utrudnieniach które mogłyby mieć miejsce. Podsumuwując - nie zważając na wszystko dookoła po prostu "wyjechałam"

Moja rodzina/znajomi :
Z początku rodzice byli nie pocieszeni a nawet bardzo no bo jak po liceum można nie iść na studia ?!?!?! Szok i niezadowolenie że ich dziecko będzie odstawać od "większości". Próby przekonania mnie że wcale nie warto a nawet straszenia i snucia wszystkich najgorszych wizji nie zmieniły mojego zdania. Myśle że podświadomie wiedzieli że tak będzie bo jednak troche mnie znają,  była to raczej kwestia czasu, oswojenia się z "tą" myślą.

Obecnie wiem że cieszą się jednak że postąpiłam według swojego uznania, że nie żałuje i że jest mi dobrze u mojej host family. Moja mama powtarza mi teraz jaka jest dumna, że sama sobie zorganizowałam cały mój wyjazd, że mi się tu dobrze układa i że ogólnie daje radę. Dalsza rodzina babcia/wujkowie/ciocie itp też są pod wrażeniem że taka młoda osoba zdecydowała się rzucić na taką głęboką wode. Ogólnie teraz słysze same pozytywne i podnoszące na duchu opinie.

Znajomi mówią że fajnie mi że tak po prostu sobie wyjechałam nie zważając na wszystko inne. Szczerze czuję że niektórzy może nawet mi po cichu zazdroszczą że ja miałam tą odwagę, siłe żeby spełnić swoje plany i wyjechać do UK.

Kiedyś przy obiedzie z hostami przy stole też usłyszałam wiele miłych słów. Hostka stwierdziła że nie jest w stanie wyobrazić sobie co czuli moi rodzice z myślą że ich dziecko wyjeżdża za granice do obcych ludzi itp. Powiedziała że mnie podziwia że podjełam się tego ryzyka w tak młodym wieku i że jestem odważna i że już dużo osiągnełam decydując się na tak ogromną zmianę w moim mlodym życiu.

Ja teraz :
Z biegiem czasu będąc tu au pair zapomniałam ile już zrobiłam/osiągnełam. Wiecie jak ta cała otoczka "nowości" opada i wszystko do okoła się uspokaja. Teraz większość rzeczy jest dla mnie "oczywista" i "zwyczajna". Cały czas mam jednak poczucie że robie za mało i że mogę jeszcze więcej. Teraz mój wyjazd uwazam za "nic wielkiego" ale prawda jest taka, tylko ze ja tego ostatnio nie dostrzegalam bo wydawalo mi sie to tak oczwiste, ze NIE KAZDY wciela swoje plany w rzeczywistosc i wlasnie w tym momencie przestaje być dla siebie surowa i mogę sama się trochę docenić  :)

Różnie to w życiu bywa jednak często jest tak że z różnych powodów porzucamy nasze plany. Strach, niewiara w swoje możliwości, „dajemy się” presji otoczenia/rodziny/znajomych i tak jakoś samo z siebie wychodzi że w końcu kończymy na niczym.

Moje wnioski to to że każda Au pair jest odważna i silna bo jednak wyjazd za granice wiąże się z różnego rodzajem ryzykiem którego jednak się podejmujemy. Wiadomo, czasami nawet z naszymi ulubionymi dzieciakami jest trudno i trzeba się wykazać nie lada cierpliwością i ponadprzeciętnymi umiejętnościami komunikacyjnymi aby rozwiązać problemy życia codziennego. Zostawiamy nasze rodziny/przyjaciół oraz bezpieczną strefę komfortu na rzecz wielkiego znaku zapytania jakim jest wyjazd jako Au pair. Ja o tym wszystkim ostatnio zapomniałam i jeżeli ktoś o tym też zapomniał i też jest dla siebie zbyt wymagający i surowy to warto jednak troche odpuścić i dostrzec pozytywne strony tego co już się osiągnęło a nie każdy byłby w stanie.

Moje ostanie muzyczne "odkrycie"

środa, 14 listopada 2012

call me crazy

Po powrocie z Londynu moja host mama poinformowała mnie  że w kwietniu napewno będą się wybierać na 1-2 tygodnie holiday na Cyprze (!!!) i oczywiśćie spytała czy chciałabym się z nimi zabrać. Ja w szoku n bez zastanowienia odarłam że tak ,że jeśli naprawdę potrzebują mojej pomocy to z miłą chęcią. Cypr ..... słońcee, ciepło, plaża ..... !!!

To było gdzieś z tydzien temu a na chwile obecną podjęłam inną decyzję a hostkę dzisiaj rano o tym poinformowałąm. Wole w ten czas jechać do rodziny, przjaciół i do Polski ! Tak chyba jestem nienormalna ale pomimo tej naprawdę nęcącej propozycji ( CYPR !!!!!) to chciałabym ten czas spędzić w szarej ojczyźnie.

Na blogu nie piszę o wszytkim, jednak coraz częściej doskwiera mi poczucie tęsknoty. Mój problem jest jednak nieco bardziej skomplikowany jak to zawsze ja. Tęsknie za rodziną i przyjaciółmi ale na chwilę obecną nie potrafie sobie znów wyobrazić mieszkać z rodzicami pod jednym dachem ,wedłuch ich reguł tym bardziej że czuję się wzgledem nich jak niezależna jednostka (?) nie wiem jak to inaczej ująć. Zawsze byłam nieco niezależnym dzieckiem i pomimo przykrych konsekwencji dla mnie robiłam i mówiłam co czułam i uważałam za odpowiednie. Więc to chyba nie kwestia wieku że już myśle o sobie w kategoriach "ja sama". Świetnie zdaje sobie sprawę że świąteczne wizyty 1-2 tygodniowe są w sam raz dla mnie i dla nich jednak na dłuższą metę zaczeły by się schody i nie byłoby tak różowo.

W tym tygodniu napisałam pierwszy szkic Personal Statement do uniwersytetu. Przede mną długa droga zanim będzie to w takim stanie jak powinno ale pierwszy krok zrobiony. Muszę również zacząć coś zrobić w kierunku zdania  egzaminu IELTS żeby nie mieć statusu przyjęcia na uczelnie " conditional" bo jak wiadomo to jeden z głównych wymagań. Myślałam ostatnio co zrobię jeśli się nie dostanę , co dalej ?? Chyba zdecydowałabym się na rok samodzielnego życia tu w Anglii, już nie jako au pair, znalazła normalną pracę i wynajmowała mieszkanie i zapisała się na roczny intensywny kurs ala " Preparation , english for academic purposes " i próbowała za rok. Sama nie wiem.

Tak więc zrezygnowałam z Cypru. Troche mi szkoda ale jednak na samą myśł że spędze troche czasu w Polsce pojawia się uśmiech na twarzy ;)

Ja w Londynie:




wtorek, 6 listopada 2012

London&Jack White concert review

Wczoraj wróciłam z Londynu do angieskiego "domu". Mega zmęczona i niewyspana ale również niewyobrażalnie szczęśliwa.

Istnieje pewien rodzaj zmęczenia z którego występowania odnajdujuję naprawdę prawdziwą przyjemność ponieważ wiem wtedy że w pełni wykorzystałam swój czas i zrobiłam dokładnie to co chciałam. Po tym koncercie czuję się naprawdę spełniona i czekam na następną okazję aby to powtórzyć :)

W Londynie byłam już w pt ok 13.30 więc miałam mnóstwo czasu aby zrobić długi widokowy spacer wzdłuż Tamizy od południowej strony. Ok 20 byłam już w moim hostelu. Hostel jak hostel wiadomo za dużo oczekiwać nie można ale myśle że na 3 nocki można spokojnie przezyć beznadziejny prysznic i świadomość że dzielisz pokój z 10 innymi dziewczynami. Dla mnie najważniesze było że na dole w holu hostelu było darmowe Wiffi oraz darmowe śniadanie w godz 7.30-9.30 , uwierzcie mi wiele osób i tak miało problem aby do tego czasu wyjść z łóżka. Ja jednak nie miałam bo wstawałam zawsze wcześniej aby mieć więcej czasu na zwiedzanie ; ) Ogólnie odnoszę wrażenie że najwięcej ludzi było tam z Hiszpani i Francji , poznałam też jednego polaka więc było miło pogawędzić w ojczystym języku.

W sb przed koncertem wybrałam się do Natural History Museum. Spore kolejki ale myśle że warto było zobaczyć te wszystkie wypchane zwięrzęta w naturalnych rozmiarach oraz straszącego dzieci T.Rexa :) Po południu byłam z poworotem w hostelu aby odetchnąć i przygotować się do koncertu. Ku mojemu zdziwieniu i szczęściu 2 nowe dziewczyny z mojego pokoju takżę wybierały się na ten sam koncert co ja !!! Tak się cieszyłam ponieważ pomimo wszystko zdecydowałałam się wybrać na koncert sama ponieważ za bardzo lubie Jacka i The Kills żeby przepuścić taką okazję z takiego powodu a tu nagle okazuje się że nie będe całkiem , całkiem sama ;D

Co do samego koncertu to trudno mi dokładnie ubrać w słowa jak bardzo mi się podobało.Przez pierwsze 15 minut czekania w tłumie nie mogłam uwierzyć że naprawdę tu jestem. Gdyby nie to że zdecydowałam się na bycie au pair w tym czasie zapewne byłabym w Polsce, robiła nie wiem co i myśłała ile bym dała aby teraz znaleść się w Londynie.

The Kills miałam okazję usłyszeć po raz drugi i mogę tylko powiedzieć że było mega klimatycznie z nutką magii. Kocham, kocham i jeszcze raz kocham ich muzykę. Coś wspaniałego !

Mogę też dodać porównując do Opener Festival na którym miałam okazję ich też usłyszeć że w Londynie było naprawdę spokojnie. Nie wiem czy to dlatego że jednak koncert a festiwal różni się charakterem i liczbą uczestników ale żadnego dzikiego poga i większego taranowania ludzi nie było ;) Kilka zdjęć z koncertu, oczywiście nie mojego autorstwa bo ja byłam zbyt zahipnotyzowana i szczęśliwa żeby o tym myśleć :)



The Kills grało jako supportive band, prawdziwe szaleństwo zaczeło gdy na scenie pojawił się Jack White. Mój ulubiony muzyk i jeden z niewielu artystów których daże całkowitym podziwem i respektem. Nie chce zabrzmieć nienormalnie czy perwersyjnie ale nie jestem w stanie opisać tego co ten człowiek potrafi osiągnąć na mnie swoją grą na gitarze. Jego muzyka przeszywa dosłownie ciało i wywołuje przyjemne wibracje w środku. Coś nisamowitego i niezapomnianego !!! :)


Boże spraw mi takiego męza, proszę ! ;)

Nd kolejny bardzo długi spacer po najważniejszych miejscach i zabytkach w centrum Londynu.
Pon dzień powrotu do Lee !!!

Podsumowanie:
Przede wszstkim to jestem mega szcześliwa i nie żałuje wydanych funtów na zorganizowanie tego wyjazdu do Londynu choć przyznać trzeba że Londyn jest bardzo drogi.. Bardzo spodobało mi się to co hostka powiedziała mi w samochodzie gdy podwoziła mnie z stacji do domu że lepiej nie oszczędzać pieniędzy na swoje marzenia , że ważniejsze są wspomnienia i poczucie że się spełniasz, ze smutkiem stwierdziła że z dziećmi wszystko jest o wiele trudniejsze do zorganizowania lub w ogóle nie możliwe.

Londyn to wielkie , zatłoczone, tętniące życiem miasto ale nie powiedziałabym że jest lepsze od mojego rodzinnego miasta Warszawy. Nie wiem czy to za zasługa małego homesickness ale uważam że Warszawa znacznie różni się od Londynu ale wciaż jest piękna, magiczna i ma swój oryginalny urok ! Mimo wszystko myśle że jeszcze nie raz odwiedzę Londyn !

Cheers xxx