wtorek, 2 października 2012

one round month !

Dziś równo mija miesiąc od rozpoczęcia mojej życiowej zmiany jakim jest program au pair. Przeglądając moje pierwsze notki o rozpoczynaniu poszukiwań host family, moich wątpliwościach i nadziejach, zastanawianiu się czy wyjdzie mi to na dobre i czy w ogóle podołam temu wyzwaniu aż dziwnie pomyśleć że to wszystko to już tylko przeszłość a teraz siedzę sobie w swoim angielskim pokoju i zastanawiam się nad planami na nadchodzący weekend.

Bez mrugnięcia okiem mogę powiedzieć że było warto. Przede wszystkim to zasługa szczęścia że znalazłam się w tej a nie innej rodzince, gdyby nie to może nie byłabym tak optymistycznie nastawiona do całego au pairowania. Z niedowierzaniem i współczuciem czytam realcje na froum i blogi na których dziewczyny opisują w jakie bagno mimowolnie wdepneły.

Wszystko wygląda pięknie i kolorowo tylko na ulotkach i stronach agencji ale to życie weryfikuje czy zdobyło się los na loterii trafiając do fajnej normalnej rodzinki. Ja naprawdę nie mogę narzekać, nie czuję się traktowana protekcjonalnie czy wykorzystywana, moja praca i wkład serca jest doceniany i to mi wystarcza. Ja pomagam w różny sposób swojej brytyjskiej rodzice a mi oni, bezcenne jest usłyszeć zdanie że " nie ma za co że musimy sobie nawzajem pomagać ".

Polecam każdemu niezdecydowanemu, z wątpliwościami jaki kierunek studiów wybrać aby spróbować szczęścia i sił i zdecydować się na opcje "gap year" i wyjechać do wymarzonego kraju :) Uczymy się całe życie a rok w innym kraju z inną kulturą i językiem, mieszkając po za domem z nowymi ludźmi to świetna szkoła życia !

Dla mnie największym minusem programu au pair jest rozłąka z rodziną i przyjaciółmi. Niby wiedziałam w co się pakuję jednak taki wyjazd bardziej uświadamia kto znaczy dla Ciebie więcej. Z drugiej strony wiem że nie wyjeżdżając czułabym się nieszczęśliwa oraz że robie coś wbrew sobie.

Miesiąc to dobry czas na pierwsze podsumowania.

Tak więc nie żałuję ! I czuję że jestem we właściwym miejscu o właściwym czasie z odpowiednimi ludźmi, mimo wszystko zdaję sobie świetnie sprawę że czas zapieprza równo i nim się obejże będe musiała pakować walizki i iść naprzód ! Już w tej chwili poważnie rozmyślam nad studiowaniem tutaj w UK, to mój nowy kolejny cel w międzyczasie kiedy będę zwyczajnie pożytecznie wykorzystywała mój czas tutaj ;>

następnym razem opiszę swój tygodniowy timetable !

6 komentarzy:

  1. cieszę się, że wszystko się udało.. bo faktycznie kilka dni temu weszłam na bloga dziewczyny, która po prostu od swojej host family uciekła, gdzie pieprz rośnie.. także jest to swego rodzaju loteria.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, tak nam obydwóm się bardzo udało z rodzinkami! i ciągle przeżywam to samo co Ty :) mogłabym się podpisywać pod Twoimi postami :P a studia w Anglii to bardzo dobry pomysł. zresztą, co ja będę pisać - sama wiesz najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej ;) Z własnych doświadczeń pamiętam, że miałam trochę inaczej, bo pierwszy kryzys "tęsknoty" przyszedł dopiero po 3 miesiącach. Kiedy przyzwyczaiłam się do przepięknych widoków codziennie rano za oknem, dwóch nowych języków do opanowania, nowych realiów. Wcześniej było takie wielkie "wow" i pochłonięcie sytuacją. A Ty jak masz? Życie tutaj w Anglii z brytyjską rodzinką toczy się całkiem podobnie do tego polskiego? No i pewnie język angielski też brzmiał od początku tak zupełnie obco. Tak sobie myślę, że może po prostu masz za dużo wolnego czasu (przeczytałam post z timetable ;). Obowiązki to dobra rzecz by nie tęsknić. Przesyłam pozytywne wibracje z Southampton!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie tutaj w uk jest zupełnie inne niż z rodzicami w pl. Przez ten wyjazd całkowicie poczułam się jak dorosła osoba, teraz wszytko w moich rękach jeśli rodzinka nie zmieni podejścia a na tęsknote nie ma rady po prostu za bardzo jestem przyzwyczajona do niektórych osób . Jesteś w Southamton ? Super właśnie tam się muszę wybrać , może byśmy się spotkały ?

      Usuń
  4. To taki Twój pierwszy kontakt z doroślejszym życiem. Do tego skondensowany - jdnocześnie uczyć się pokonać rozłąkę, radzić z obowiązkami, samemu odpowiadać za siebie. A to wszystko na tle nowego kraju, nowego języka.
    Miałam okazję żyć (jak do tej pory :D) w trzech krajch: Anglii, we Włoszech i w Polsce rzecz jasna. W tym drugim kraju wszystko tak się różniło od codzienności w naszej ojczyźnie i na Wyspach! Istna bajka dla nas, ludzi północy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To taki Twój pierwszy kontakt z doroślejszym życiem. Do tego skondensowany - jdnocześnie uczyć się pokonać rozłąkę, radzić z obowiązkami, samemu odpowiadać za siebie. A to wszystko na tle nowego kraju, nowego języka.
    Miałam okazję żyć (jak do tej pory :D) w trzech krajch: Anglii, we Włoszech i w Polsce rzecz jasna. W tym drugim kraju wszystko tak się różniło od codzienności w naszej ojczyźnie i na Wyspach! Istna bajka dla nas, ludzi północy ;)

    OdpowiedzUsuń