piątek, 26 października 2012

+3000 odwiedzin

Chciałam serdecznie podziękować za te ponad 3000 odsłon mojego bloga, w szczególności tym osobom które regularnie zaglądają co u mnie słychać.

W rzeczywistości to nie dużo, bo od założenia bloga mineło już sporo czasu ale i tak mnie to cieszy bo oznacza to że nie piszę postów dla siebie :)

Wspominałam że mam naprawdę fajną host rodzinkę ? Właśnie bardzo miło mnie zaskoczyli - dali mi bukiet kwiatów, czekoladki lindora i list z podziękowaniami i 10 funtami na "extra drniki" w pubie bo wspominałam że się jutro wybieram :) Okazja ? Cuż świetnie daję sobie radę i doceniają to że zawsze mogą na mnie liczyć jak np. wczoraj gdy musieli zostać dłużej w pracy i wszystkie wieczorne obowiązki przejełam ja i za dzisiaj bo opiekowałam się Luckiem bo nie mógł pójść do przedszkola bo jest pochorowany. Jestem bardzo miło zaskoczona i dla mnie to bardzo miły gest ! :D Jendak czasami warto być po prostu miłym i bezinteresownie pomagać :)


Jeszcze raz dzięki ! :)

środa, 24 października 2012

concert !

Hej ! :)

Nie pisałam o tym Wam wcześniej choć już wszystko mam zaplanowane od dłuższego czasu że w dn 2-5 listopada wybieram się do Londynu i to nie tylko z powodów turystycznych ale głównie dlatego ze 3listopada wybieram się na koncert Jacka White'a z The Kills !!!

Wczoraj bilet przyszedł pocztą i jak go zobaczyłam to od razu wielki banan na buźi się pojawił ;) Uwielbiam twórczość Jacka White's zarówno The white stripes z którego jest najbardziej znany jak rownież inne zespoły w których gra jak The dead weather i The raconteurs. Jego muzyka zawsze wprawia mnie w dobry nastrój, a jak on potrafi grać na gitarze awrrrrr ...... ! :)

Być na jego koncercie to jedno z moich życiowych " must do " dlatego jestem ogromnie szczęśliwa że już niedługo będe mogła spełnić swoje marzenie :) Co najlepsze to złapałam jakby "dwie sroki za ogon" ponieważ gościnnie wystąpi również mój ulubiony zespół The Kills - naprawdę lepiej trafić nie mogłam i jestem strasznie podekscytowana na samą myśl że tam będe !!!


Jadę sama (!) i będe nocować 3 nocki w Arsenal Tavern Hostel w 12 Bed Female Dorm więc zapowiadają się bardzo ciekawe wieczory ;> Troche to może się wydawać szalone że jade sama ale bardzo bym żałowała gdybym sobie odpuściła tylko z tego powodu.

Nie ma się nawet co ozukiwać ,Wielka Brytania oferuje większe możliwośći co do koncertów. To nie Polska że trzeba czekać kilka lat aż ktoś weźmie pod uwagę aby uwzględnić Polskę w swojej trasie koncertowej dlatego tym bardziej się cieszę. Gdyby nie to że jestem teraz au pair, widząc informacje o koncertach ulubionych artystów mogłabym tylko powiedzieć " ile bym dała aby tam być"i cieżko westchnąć i pomyśleć że może "kiedyś" będe miała okazje.

To niesamowite uczucie kiedy masz o wiele więcej możliwośći i możesz się spełniać :)

Przyjdżam w pt ok 14 i wracam w pon ok 12 co oznacza że zrobie sobie osobisty tour po Londynie :) Jeśli jest tu ktoś z Londynu i chciałby pójść na wspólny luch, kawę i pogadać to jestem bardzo chętna ;)




piątek, 19 października 2012

british fridge and eating habits

Dziś odkryję przed wami tajemnicę co moi najlepsi pod słońcem host parents mają do wyboru w lodówce i jak wyglądają tu mniej więcej posiłki.

Zacznijmy od tego że oboje zarówno jak Pip&Grant już zdążyli zauważyć że kucharka ze mnie marna i nie garnę się do gotowania ;) Powiem wam szczerze że tak często i długo byłam na diecie że nawet jak już na niej nie jestem to i tak nie chce mi się nic wymyślać i jem byle co prosto z lodówki, czasami zaszaleje i wsadzę coś do piekarnika żeby zjeść coś na ciepło.

Przede wszystkim po kilku wspólnych większych obiadach z hostami o godzinie 19-20 (!!!)  stwierdziłam że dłużej tak nie mogę i nie chcę bo to nie dobrze jeść tak późno i po prostu powiedziałam im że jestem przyzwyczajona że jem obiad w godz 15-16 i że naprawde smakuje mi ich kuchnia ale wole jeść wcześniej. Tak więc zazwyczaj szykuje sobie coś dla siebie o tej godzinie albo jem to co dzieciaki bo one mają dinner time podobnie co ja :)

Powiem tak, jak wiadomo au pair ma zapewnione wyżywienie jednak nie chodzę z hostami to sklepu na zakupy więc mogę tylko wybierać z asortymentu który sami kupili ale jak czasami sama wchodzę do sklepu z jedzeniem to chciałabym spróbować wielu nowych rzeczy których nigdy nie miałam okazji 'wypróbować'. Jest mnóstwo produktów które można kupić zarówno w pl jak i w anglii jednak ogólnie rzecz biorąc jedzenie jest jakieś "inne".W najbardziej widocznych miejscach na sklepowych półkach można znaleść  takie produkty jak toast bread , baked beans, tomato soup, bacon, pizza, sausages i koniecznie mnóstwo kolorwych snaków ;)

Mam wrażenie że w angielksich sklepach jest też więcej gotowej do spożycia żywności z krótką datą ważności - zupy, sałatki, tostowe kanapki z czym tylko możesz sobie zamarzyć. Pomijam dział słodkości takie jak ciastka, bułeczki, muffiny i tym podobne bo to przyciąga moją uwagę najbardziej i z tym mam największy problem :)

Chyba najbardziej popularne sklepy z jedzeniem to :

-ASDA ( mają też tam całkiem fajne i w nienajgorszej cenie ubrania firmy George )
- Morrison
- co-operative food
- Tesco & tesco express ( podobnie jak w Polsce )
- Iceland
- poundland oraz 99 p ( cały czas nie mogę wyjść ze zdziwienia jak takie sklepy funkcjonują jednak to właśnie w nich najczęściej wpada się wir niepotrzebnych zakupów bo wszystko jest 'tylko' za funta, gorzej gdy tych funtów uzbiera się 20 lub więcej .... )


1.Breakfast - w środku tygodnia to zawyczaj płatki z mlekiem ale raczej nigdy nie powinno Ci się to znudzić bo zawsze masz do wyboru przynajmniej z 5  pudełek z ukochanymi przez dziećmi chrupkami. W długą oczekiwaną sobotę i niedziele jest bardziej na bogato bo nikt nigdzie sie nie śpieszy i jest to bekon, jajko, fasolka i tost ;)

2. Lunch - zazwyczaj kanapka z tostów z serem, szynką + jakiś owoc + snack

3. Tea - zazwyczaj herbata z czymś lekkim i słodkim

4. Dinner - tu już zależy kto co lubi ale jest to ich ostatni posiłek który jes ich głównym i największym posiłkiem w ciągu dnia co dla mnie jest trochę dziwne.

Stan lodówki i półek moich hostów na chwilę obecną z grubsza wygląda następująco :

kukurydza w puszcze, różne rodzaje szynek, gotowe zupy z ASDY, beetroot salad,surówka coleslaw, ogórki, pomidory, różne rodzaje paczkowanej sałaty, truskawki, winogrona, borówki, jabłka, brzoskiwinie, banany, baked beans, dietetyczna cola w puszkach, majonez, mnóstwo różnych odmian makaronów i ryżu + jakieś sosy do tego, parówki, ser, paluszki rybne, frytki, mrożone warzywa, dżemy, masło orzechowe, Marmite ( nadal do końca nie wiem co to jest ), steki, bekon, pork chops, jakieś zapiekanki, frozen pies & pastry no i wszechobecne tostyyyy !

Myślę że wiele osób przybiera na wadzę tu w UK ponieważ pozwala sobie za często na wysoko kaloryczną żywność i zwyczajnie prowadzi kanapowy tryb życia. Ja staram się zachować balans i jeżeli zjem jakiś fast food na obiad to na luch zjem np tylko owoc i na kolacje jogurt z otrębami i jest OK.Wszytko z umiarem ;)

Z nowości z au pairowego życia to dowiedziałam się dopiero wczoraj że minutę od mojego domu też od września mieszka inna au pair. Nie wiem jak to możliwe że jesteśmy sąsiadkami a dopiero się o tym dowiedziałyśmy - wczoraj moi hości zrobili " małe " spotkanie towarzyskie w domu z sąsiadami i tak o to dowiedziałam się że mogę zyskać nową znajomą tutaj :) Ma na imię Chloe i jest z Anglii ... nie mogę pojąć jaki jest sens bycia au pair we własnym kraju ale mam nadzieję że okaże się fajną osobą. Achhh ! I jeszcze niedługo na moim osiedlu przybędzie kolejna au pair z Hiszpani. Byłam przekonana że skoro to nie Londyn to trudno będzie mi znaleść inne au pairki w okolicy a jest wręcz przeciwnie ! ;>

A na koniec ja z moimi dzieciakami ! ;> Polecam Wam tą stronkę klik kiedy nie macie pomysłu jak zająć dzieci, mnóstwo śmiechu i zabawy gwarantowane ;)))


środa, 10 października 2012

My week timetable

Dla zainteresowanych jak wygląda moje codzienne życie jako au pair która trafiła do odpowiedniej rodzinki :)

Poniedziałek:

day off

Wtorek:

budzik dzwoni o 7. Wstaję osłaniam grube zasłony i wracam do łóżka na 10 minut i leże tak w promieniach słonecznych aby "dojść do siebie" :) Później lęce do łazienki przebieram się i wykonuje poranną toaletę. Muszę być gotowa przed 7:30 bo o tej godz host mum wychodzi z domu, host dad wychodzi o 7 więc rano nawet się z nim nie widzę. Dzieciaki zazwyczaj są już poubierane i po śniadaniu czasami jest inaczej gdy Luke albo Rose wstanie lewą nogą :) Zazwyczaj po wszelkich niezbędnych czynnościach porannych dzieciaki po prostu oglądają kreskówki aż do 8.20 kiedy koleżanka host mum przyjeżdża aby zabrać Rose do szkoły. Zostaję sama z Lukiem w domu do 9:15 , on nadal ogląda tv a ja serfuje z laptopem na kolanach po internecie potem razem idziemy do jego przedszkola które jest 5 minut drogi gdy Luke siedzi w wózku , 15 minut gdy ja pcham wózek a on biega i zachwyca się wszelkimi drobiazgami napotkanymi po drodze :) Ok 9:40 jestem z powrotem w domu i mam wolne do 14.20 bo muszę iść odebrać Luke z przedszkola. Po powrocie bawimy się w różne zabawy albo oglądamy tv. O 15.40 przyjeżdża koleżanka host mum z Rose. Po wszelkim nadzorowaniu czy Rose zmienila ubranie zaczynam szykowanie obiadu tzn wsadzam coś do rozgrzanego piekarnika na 15 minut i obiad gotowy :) Przed 18 wraca host mum i dad i zaczyna się bath time w tym czasie ja zazwyczaj doprowadzam do porządku pokoje dzieci i później już mam wolne. Ok 19 dzieciaki już spią.

Środa.

Mogę wstać o której chce ale że jest to mój cleaning day to jak już się ogarnę i zjem śniadanie do zaczynam moje tygodniowe obowiązki. Odkurzanie, kuchanie, moja i dzieci  łazienka , wszystko zajmuje mi troche mniej niż 3 godziny bo lubie sobie robić przerwy na herbatki i tańczenie jak usłyszę ulubioną nutę w radiu :) Po wszystkim jestem wolna.

Czw.

Tak samo jak we wtorek. Tylko że wieczorem mam baysitting więc muszę być w domu.

Piątek.

Tu jest troche bardziej skomplikowane. Bo zawoze Rose i Luke do szkoły rowerem więc po 8 zawyczaj zaczynam swoją poranną aktywność fizyczną :) Zawożę Rose na 8.45 więc w domu z powrotem jestem ok 9, chwilke ogladamy telewizje z Lukiem i na 9.30 idziemy do przedszkola a później znowu wolne do ok 14.20, jadę po Luke a następnie po Rose reszta tak samo jak we wtorek. Ok 18 jestem wolna. Jeżeli pogoda jest naprawde masakryczna w takim wypadku jestem zwolniona z moich obowiązków i przyjeżdża samochodem po Rose koleżanka host mum.

Sb.

właściwie tutaj nigdy nie rozumiem czy na pewno jestem potrzebna ale ogólnie do ok 11-12 powinnam być w domu na wszelki wypadek jakby host mum lub dad chcieli pójść biegać. Później mam wolne do 19 bo wieczorem mam babysitting ale nie zawsze jak np ostatnio. W zasadzie mam ogromne szczęście bo słowo flexible idzie w dwie strony. Jak bardzo chciałabym wyjść wieczorem na impreze albo do klubu i powiedziała o tym wcześniej nie ma problemu. Tylko w zasadzie babysittingi w sobote mi nie przeszkadzają ponieważ ostatnie autobusy w strone Lee on the solent są ok 18:30 a później tylko taksówki dlatego nie robi mi to większej różnicy :)

Nd

day off


Tak jak więc widzicie mam bardzo dużo wolnego czasu. Wydrukowałam sobie ulotki które muszę roznieść żeby znaleść kogoś na dodatkowe babysittingi, zobaczymy czy coś z tego będzie.

Kilka zdjęc z mojego ostatniego weekendu. Pogoda była cudowna więc szkoda byłoby przesiedzieć ten czas w domu :) Tu możecie zobaczyć jakie " stateczki" wpływają do portu w Portsmouth


wtorek, 2 października 2012

one round month !

Dziś równo mija miesiąc od rozpoczęcia mojej życiowej zmiany jakim jest program au pair. Przeglądając moje pierwsze notki o rozpoczynaniu poszukiwań host family, moich wątpliwościach i nadziejach, zastanawianiu się czy wyjdzie mi to na dobre i czy w ogóle podołam temu wyzwaniu aż dziwnie pomyśleć że to wszystko to już tylko przeszłość a teraz siedzę sobie w swoim angielskim pokoju i zastanawiam się nad planami na nadchodzący weekend.

Bez mrugnięcia okiem mogę powiedzieć że było warto. Przede wszystkim to zasługa szczęścia że znalazłam się w tej a nie innej rodzince, gdyby nie to może nie byłabym tak optymistycznie nastawiona do całego au pairowania. Z niedowierzaniem i współczuciem czytam realcje na froum i blogi na których dziewczyny opisują w jakie bagno mimowolnie wdepneły.

Wszystko wygląda pięknie i kolorowo tylko na ulotkach i stronach agencji ale to życie weryfikuje czy zdobyło się los na loterii trafiając do fajnej normalnej rodzinki. Ja naprawdę nie mogę narzekać, nie czuję się traktowana protekcjonalnie czy wykorzystywana, moja praca i wkład serca jest doceniany i to mi wystarcza. Ja pomagam w różny sposób swojej brytyjskiej rodzice a mi oni, bezcenne jest usłyszeć zdanie że " nie ma za co że musimy sobie nawzajem pomagać ".

Polecam każdemu niezdecydowanemu, z wątpliwościami jaki kierunek studiów wybrać aby spróbować szczęścia i sił i zdecydować się na opcje "gap year" i wyjechać do wymarzonego kraju :) Uczymy się całe życie a rok w innym kraju z inną kulturą i językiem, mieszkając po za domem z nowymi ludźmi to świetna szkoła życia !

Dla mnie największym minusem programu au pair jest rozłąka z rodziną i przyjaciółmi. Niby wiedziałam w co się pakuję jednak taki wyjazd bardziej uświadamia kto znaczy dla Ciebie więcej. Z drugiej strony wiem że nie wyjeżdżając czułabym się nieszczęśliwa oraz że robie coś wbrew sobie.

Miesiąc to dobry czas na pierwsze podsumowania.

Tak więc nie żałuję ! I czuję że jestem we właściwym miejscu o właściwym czasie z odpowiednimi ludźmi, mimo wszystko zdaję sobie świetnie sprawę że czas zapieprza równo i nim się obejże będe musiała pakować walizki i iść naprzód ! Już w tej chwili poważnie rozmyślam nad studiowaniem tutaj w UK, to mój nowy kolejny cel w międzyczasie kiedy będę zwyczajnie pożytecznie wykorzystywała mój czas tutaj ;>

następnym razem opiszę swój tygodniowy timetable !