niedziela, 23 grudnia 2012

Merry Christmas !!! last note ?

Chyba nigdy mi się takie święta w "biegu" nie powtórzą. Tak kochani, nie rozumiem do końca dlaczego ale moi rodzice zbookowali mi bilet na 24 grudnia ! W zasadzie to za kilka godzin, a dokładnie ok 2am mam bus'a na lotnisko London Stansted bo mój lot mam o 11.30 dlatego muszę być odpowiednio wcześniej. Nawet nie opłaca mi się iść spać, a że jutro jest Wigilia co oznacza że prawdopodobnie pójdę na pasterkę co daję nam 2 dni bez snu. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia bo pomimo że wiem że bedę zmęczona podróż + brak snu to poczucie szczęścia i ekscytacji że będe w domu bedzie utrzymywać mnie w pionie :))) Cholernie cieszę się że po tych niecałych 4 ( !!! ) miesiącach w końcu wróce do "real home and family ". W zasadzie od 2 tygodni tylko o tym myśle i planuję jak pożytecznie spożytkuję mój czas spędzony w PL. W końcu mój problem pod tytułem " nie mogę zasnąć w nocy " sam się rozwiąże. Od jakiegoś czasu pomimo tego że chodzę zazwyczaj późno spać i jestem naprawdę zmęczona to i tak nie mogę zasnąć. Natłok myśli, ekscytacja i oczekiwanie na przyjazd do PL nie pozwala mi ot tak zamknąć oczu i odpłynąć. Może to zobrazuję potencjalnym przyszłym au pairkom co oznaczać może prawdziwa tęsknota. Sama z perspektywy czasu zastanawiam się jak ja dałam z tym radę ?


Mamy grudzień, czas Świąt a ja bedąc tu w UK w ogóle nie czuję tego magicznego, świątecznego klimatu. W zasadzie od kilku lat mam z tym trudności nawet w Polsce jednak tu w Anglii to już bez żadnego porównania. Kompletne nic. Ostatnio gdy spacerowałam wzdłuż morza, słychając szumu fal i łapiąc przyjemnych promieni słonecznych pomyślałam że gdyby nie dekoracje w sklepach i to że zaglądam w kalendarz nie pomyślałąbym że w tym tygodniu mamy Boże Narodzenie. Nie czuję tutaj Świąt bo nie ma tu żadnych oznak zimy a po drugie to pomimo że moja host family i dzieciaki są naprawde świetni to moja prawdziwa rodzina jest gdzie indziej.

Będę w pl 2 tygodnie. Wiem że przez ten wyjazd znowu prawdopodobnie bedę czuła się lekko zagubiona ponieważ na świeżo bedą mogła porównać różnice miedzy Polską a Anglią, za i przeciw życia w obu krajach. Jak już wiecie planuję studiować w UK i muszę wiele spraw przemyśleć żeby podjąć włąściwa decyzję żeby później czegoś nie żałować. W nowym roku czeka mnie mnóstwo pracy bo zamierzam przystąpić do IELTS'a i chcę go zdać jak najlepiej dla 2 warunkowych przyjęć na Uniwersytety ale też dla własnej ambicji że "potrafię" jak naprawdę chcę.

Od jakiegoś czasu mam poczucie że muszę trochę się przymuszać żeby pisać tutaj na moim blogu. Nie fotografuję,podróżować szczególnie też nie podróżuje ze wzlędu na masakrycznie drogi koszt trasportu i wieczne oszczędzanie na nowo pojawiające się wydatki.Nie potrafię "ładnie" ubierać myśli w słowa i ogólnie uważam się za kiepską blogerkę. Taki tam blogowy kryzys.Może kiedyś powrócę do dzielenia się z wami moimi doświadczeniami jako au pair ale na chwilę obecną muszę powiedzieć że wstrzymuje prowadznie tego bloga. Nie oznacza to jednak że nie będe czytać waszych, bo bardzo lubie wiedzieć jak sobie radzicie i co u Was słychać. Tego bloga prowadza od moich pierwszych kroków do pozostania au pair aż do teraz kiedy jestem w UK niecałe 4 miesiące. Jeżeli macie do mnie jakieś pytania/prośby piszcie prywatne wiadomości jeśli będe wam w jakiś sposób mogła pomóc/doradzić to z przyjemnością to zrobię.

Życzę Wam abyście spędzili ten świąteczny, beztroski czas z ludźmi którzy są najważniejsi w waszym życiu oraz aby nowy rok 2013 byl lepszy od poprzedniego, żebyście nie bali się podejmować odważnych decyzji i podążali za głosem serca !

Merry Xmas !!!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

gdy au pair ma pecha

Kiedyś wspomniałam że zdecydowanie się na bycie au pair, pozostawienie dotychczasowego życia i zaczęcia nowego w obcym, nieznanym kraju, pod jednym dachem z obcymi ludźmi, wymaga nie lada odwagi. Kiedyś też porównałam ten program do loterii bo prawdą jest że agencja nawet nie wiadomo jak bardzo by chciała nie może Ci dać gwarancji że znajdziesz się w fajnej, normalnej host rodzinie.

Zmierzam do tego że chciałabym Wam opowiedzieć w jakiej rodzinie znalazła się  moja najlepsza znajoma w UK , au pair z Hiszpani, sąsiadka dom obok. Przede wszystkim doceniam moje cholerne szczęście bo to mogłam być ja a po drugie to jestem zła bo ta dziewczyna zupełnie nie zasługuje na takie coś.

Może i fakt to troche jej wina ponieważ przy niektórych sytuacjach powinna wyraźnie zasygnalizować że według niej jej coś nie tak i że jej się nie podoba ale wiadomo to zależy od charakteru człowieka i może trudniej jest się "postawić" w nieswoim domu. W każdym razie jej host matka "wyczuła" na co sobie może pozwolić i sprytnie przesuneła granice do poziomu ABSURDU.

Żeby Wam dobrze zobrazować jej sytuacje to powiem że sama stwierdziła że czuję się o wiele lepiej w moim domu bo często zapraszam ją na luch/kawe/herbate i bardzo lubi moich hostów.

Ponieważ jest fair postanowiła pisemnie zrezygnować z pobytu w jej domu, zostawiając byłej hostce czas na znalezienie nowej "ofiary". Czuje się koszmarnie że nie mogę nic zrobić aby ostrzec jej nową przyszłą au pair aby szukała gdzieś indziej. Nie jestem w stanie ostrzec reszty świata że w tym domu nie jest do końca normalnie. Pamiętam swoje pierwsze dni w UK, ta ekstytacja i szczęścię że zaczeło się nową przygodę, wielkie nadzieje że będzie cudownie i wyobraźcie sobie że gdy taka nowa au pair przybędzie będę musiała ją uświadomić o realiach jakie prawdopodobnie ją spotkają. Masakra.

Gdy au pair ma pecha:

- hostka wyzna dokładny czas posiłków i dokładnie co, nie możesz zwyczajnie otworzyć lodówki i powiedzieć "ok dziś mam ochotę na to i na to "

- nie możesz nawet dla siebie gotować bo "zużywasz" jej składniki która ona już skrzętnie rozplanowała w który dzień zostaną spożytkowane, gdy chcesz rowiązać ten problem i zaczynasz kupować swoje jedznie i rzeczy które zwyczajnie masz ochotę zjęść i wkładasz je do szafek czy lodówki słyszysz że to nieodpowiednie miejsce i że lodówka za mała

- słyszysz wytłumacznie temu że " anglicy jedzą mniej " !?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!?! ( śmiech na sali )

- nie możesz rozmwiać na skypie podczas babysitingu gdy dzieciaki śpią

- nie możesz się wieczorem kompać bo lejąca woda z prysznica robi za dużo hałasu i może obudzić dzieci

 - nie możesz liczyć na to żeby użyć drukarki hostki w celu wydrukowania swojego biletu lotniczego/autobusowego bo przecież kartka i troche tuszu to zbyt wiele i musisz chodzić do rodziny obok ( czyli mojej ) i pytać się czy będą na tyle mili żeby Ci to wydrykowali

- hostka musi znać Twoje dokładne plany na weekend już w poniedziałek ze szczegółami gdzie , z kim , o której i kiedy zamierzasz wrócić

- host mother dokładnie zapisuje kiedy i ile wlewa paliwa żeby mniej więcej wyliczyć czy przypadkiem pod jej nie obecność nie używasz samochodu w innych celach niż tylko dojazd do collegu ( to wiem od jeszcze od poprzedniej au pair )

- gdy zdecydujesz w swój dzień off że chcesz zostać w piżamie do pory lunchu i rozmawiać w swoim pokoju rozmawiając na skypie to słyszysz drwiny i uwagi że w twoim wieku to nie na miejscu

- jeżeli zaczynasz sugerować że chyba coś jest nie tak ... słyszysz że cały problem tkwi w Tobie i że to ty nic nie rozumiesz i to ty jesteś najgorsza

- Twoje godziny pracy są dłuższe niż w umowie

- gdy twoji podopieczni " przypadkiem " coś wyleją, robiją, upuszczą to sprzątniecie tego należy do twoich obowiązków

-  jesteś niedoceniainy - nawet gdy pomagasz w swój dzień off przygotować urodzinową impreze

- jesteś traktowana protekcjonalnie

- jesteś zmuszana do zajmowania się takimi rzeczmi jak "szycie" chociaż nie masz zielonego pojęcia jak za to się za brać


wtorek, 11 grudnia 2012

studia cz.II - odpowiedzi uniwersytetów

Po pierwsze muszę przyznać się bez bicia że mam spore zaległości na blogu. Niestety "rasową" blogerką nie jestem i raczej nie bedę ale powodów dla których czasami pomijam niektóre rzeczy na blogu zawsze znajdzie sie aż w zanadrzu, jednym i chyba najbardziej istotnym jest to że czasami mam wrażenie że może z 3 osoby komentują to co piszę . Z moich statystyk wynika że odwiedza mnie codziennie mniej więcej ta sama ilość osób więc proszę nie bądźcie anonimowi :) Taka mała interesująca dygresja - słowami kluczowymi żeby odnaleść mojego bloga to " robaki w domu w anglii " oraz " jestem dla siebie surowa ". HAHAHAHAHAHA.

Ale do rzeczy. Jak wiecie złożyłam ostatnio aplikację na studia w Wielkiej Brytani i mam już odpowiedzi od Uniwersytetów na które aplikowałam. Jestem zdziwiona że tak szybko się uwineli bo deadline składania aplikacji jest do 15 stycznia a oni mogą dać ostateczną odp do końca marca.

Nie wiem czy wspominałam wcześniej ale aplikowałam na zarządzanie w lotnictwie na 3 różne uniwerki. Wynik:

- 1 unconditional
- 2 conditional ( muszę zdać IELTS na min. 5.5 )

Cuż gdy jeden problem znika, pojawia się za to inny. Początkowo cięzko było mi przebranąć przez cały proces aplikacji a w szczególności personal statement. Ten etap mam już za sobą a teraz pojawia się pytanie który Uniwersytet wybrać ??? W zasadzie nie mogę się dowiedzieć więcej niż jest na stronie uniwersytetów, prawdopodobnie będę musiała wybrać się na dni otwarte i znaleść obecnych studentów i podpytać o kilka szczegółów. Niezależnie na który z nich się zdecyduję i tak chce zdać IELTS bo uważam to za dobry sposób jeszcze większej poprawy języka. Deadline do dostarczenia wyników to 31sierpień.

Kolejny deadline to początek maja w którym muszę się określić z moimi wyborami, w której szkole najbardziej chciałabym studiować i szkołę drugiego wyboru. W tej chwili nie mam zielonego pojęcia ale mam jeszcze czas żeby się nad tym zastanowić.

ZAJEBIŚCIE cieszę się że już niedługo odwiedzę Polskę , NIE WYOBRAŻAM sobie zostać na Święta i Nowy Rok tutaj razem z moją host family. Ten czas według mnie zarezerwowany jest dla twojej prawdziwej rodziny i znajomych, zresztą po tych niecałych 4 miesiącach w UK człowiek może się naprawdę stęsknić :)))

A tu ja na głownej ulicy w Lee z świątecznymi ozdobami. Szczerze i tak nie czuje tej świątecznej aury.


niedziela, 9 grudnia 2012

Liebster award


Myślę że całe Liebster award to całkiem fajna sprawa bo daje możliwość wzajemnego poznania się - nas autorów blogów. Zostałam nominowana przez Angele ale odp również przy okazji na pytania eve.marie . Z góry przepraszam ale nie będę nikogo nominować i wymyślać swoich pytań bo zwyczajnie zajeło by mi to wieki - jak popłynąć w kreatywność to już na maxa .... :)

Pytania Angeli:

1.Czy jest ktoś kto ma duży wpływ na Twoje życie ?
Obecnie powiedziałabym że nie ma takiej osoby ale prawdopodobnie ze względu na moją niezależną osobowość. Jest sporo osób które mają na mnie jakiś wpływ i to pod różnymi aspektami ale koniec końcem i tak robię wszystko po swojemu.

2.Gdzie chciałabyś zamieszkać na starość ?
Myślę że gdzie nie jest dla mnie najbardziej istotne tylko z kim - będę mega szczęśliwa w każdym miejsu byle ( mam nadzieję ) z miłością mojego życia :) Ale Kanada, w jakiejś prowincji pełnej lasów, gór, strumieni wydaje się najbardziej odpowiednia dla mnie.

3.Decyzje podejmujesz sercem czy rozumem ?
Zależy ale raczej skłaniałabym się w stronę serca.

4.Czy jest miejsce na świecie w którym czujesz się jak ryba w wodzie ?
Myślę, myślę, myśle ... chyba wciąż jestem na etapie poszukiwania tego miejsca :P

5.Czy jest piosenka która uwielbiałaś jak byłaś mała a teraz się tego wstydzisz ?
 Chyba nie ma takiej jednej piosenki ale jak byłam mała to uwielbiałam piosenki "Ich troje" i T.A.T.U. Wstyd mi to przyznać ! ;>

6.Gdybyś miała okazję porozmawiać z kimś kto umarł , kto to by był ?
Moja babcia od strony mamy która umarła gdy byłam bardzo mała. Naprawdę chciałabym móc ją poznać.

7. Co Cię inspiruję najbardziej ?
Inspiruję mnie wiele rzeczy ale nic tak bardzo jak ludzie którzy doznali jakiejś życiowej tragedi, nieszczęścia a mimo wszystko idą naprzód,potrafią się cieszyć nawet z najmniejszych rzeczy,nie skupiają się na negatywach swojej sytuacji tylko ogromnie doceniają to co im pozostało.

8.Najpierw spełnienie marzeń czy nauka ?
spełnienie marzeń - ale mimo wszystko i tak to wiąże się z nauką tylko akurat taką która nas interesuję czy fascynuje ;)

9.Jak chciałaś mieć na imię jak byłaś mała ?
Nie jestem pewna ale coś w rodzaju Angelika czy Anastazja xd

10.Rzecz bez której nie możesz żyć ?
Komputer bo w zasadzie łączy wszystko to czego potrzebuję - możliwość kontaktowania się ze znajomymi, muzyka, filmy, nauka itp

11.Dookoła świata: jachtem czy samolotem ?
Samolotem bo można zobaczyć wszystko z loku ptaka ;)

Pytania eva.marie

1. Jaką zabawę z dzieciństwa lubiłaś najbardziej ?
Podchody

2.Czy potrafisz określić co sprawia Ci największą przyjemność ?
- bycie w obecności pewnych ludzi wokół których po prostu jestem "happy"
- czekolada ( z tego faktu nie jestem zadwolona )
- kiedy jestem w stanie udowonić że ktoś był w błedzię mówiąc " że czegoś nie mogę "

3.film który możesz oglądać niezliczoną ilość razy ?
Titanic.

4.Najulubieńsza piosenka na moment obecny ?





5.Jaka była szalona rzecz która Ci się przytrafiła ?
kilka dni pod namiotem z moimi znajomymi. Brzmi zwyczajnie ale nie bedę wgłębiać się w szczegóły ;>>>

6.Czy potrafisz zrezygnować z wygody na rzecz niezapomnianej przygody ?
Zdecydowanie TAK !

7.Miejsca które masz zamiar odwiedzić ?
Priorytetem dla mnie jest Austraulia, nawet rozważam poważnie bycie summer au pair w tym miejscu. Bardzo chciałabym też odwiedzić Włochy.

8.Która pora dnia jest dla Ciebie najlepsza i dlaczego ?
Wieczory i wczesna noc, bo lubię patrzeć na księżyc i gwiazdy, bo jestem wtedy najbardziej kreatywna i lubię "działać" jak cała reszta dawno śpi ;)

9.Co byś robiła gdyby pieniądze nie miały znaczenia ?
Przestałabym sobie odmawiać większych i mniejszych przyjemności takich jak zagraniczne podróże czy nawet zdobycie wypatrzonych butów w sklepie ;) a tak po za tym to żyłabym i robiła to samo nawet w świecie gdzie pieniądzę mają znaczenie

10.Twój największy sukces.
Pomimo wielu życiowych przeciwności nie poddałam się i wciąż idę prę do przodu

11.pies czy kot ?
PIES of course !


wtorek, 4 grudnia 2012

studia

Przez wiele au  pairowych blogów coraz częściej przewija się ten sam temat - studia w UK. Każda nawet bardzo zadowolona au pairka jest świadoma że ta przygoda trwać wiecznie nie może i kiedyś trzeba zrobić ten następny krok. Pomimo że jestem w powiedziałabym w perfekcyjnie pasującej do mnie rodzinie ze względu na charakter- hostów uwielbiam, traktuje ich jak starszych znajomych albo dobrego wójka i ciocie, często się razem śmiejemy, gadamy o wszsytkim i o niczym, zawsze jak gdzieś wychodzę to później naprawdę są zainteresowani jak było, mogę liczyć na ich pomoc a oni na moją. Luka & Rose ostatnimi czasy zauważyłam że traktuje jak swoje młodsze rodzeństwo aż samej mi dziwnie w to uwierzyć ale tak jest naprawdę.

MIMO WSZYSTKO bycie au pair ma zawsze takie minusy jak :
- nie masz większego wpływu na to co znajduję się w lodówce, możesz tylko wybierać z tego co jest "dostępne" w domowym spichleżu
- stosunkowo mało zarabiasz, np ja że z wielu rzeczy rezygnuje np. nie kupuje sobie za często ubrań , od mojego przyjazdu może kupiłam 2 pary spodni i jedną koszulke, komplet bielizny, dresy ( w dodatku w Primarku) ale i tak jak gdzieś wychodzisz do pubu/ lunch/ kino/ gdziekolwiek + koszty transportu i nagle Twoje tygodniowe kieszkowe nie wiadomo gdzie sie rozpływa a znów miałaś oczędzić na to, na to i na to. Na Świętego Mikołaja też wiem że nie ma na co liczyć,  prezenty dla rodziny same się nie kupią.
- zawsze musisz się mieć na baczności tzn uważać czy gdzieś przypadkiem nie zostawiłaś czegoś/ zapomniałaś posprzątać po sobie/ czy Twoje ubrania nie leżą gdzieś na środku pokoju itp
- czasami czuje się dziwnie albo niekomfortowo gdy w weekend nigdzie nie wyjde tylko siedze w pokoju czytam/oglądam filmy/słucham muzyki/ piszę i rozmawiam ze znajomymi czy rodziną bo czasami zwyczajnie lubie tak spędzić weeknd + jest to jedyny obecnie dla mnie możliwy sposób żeby "zaoszczędzić" kase a przecież przykładna au pair powinna co tydzień wychodzić i "poznawać" okolice.
- nie muszę czuć się dziwnie jedząć na śniadanie kanapkę ( anglicy uważają że to powinno się jeść na lunch ) albo jogurt z otrębami na kolacje ( oni uważają że to śniadaniowe jedzenie ), w zasadzie ja mam to gdzieś bo i tak zawsze jem to co chce i kiedy chce ale tak tylko chciałam zwrócic na to uwagę ;)
- nie masz 100 % prywatności tzn mam na myśli tu dzieci - nigdy nie wiadomo czy z czystej ciekawości nie zaglądają Ci do szafek. Druga rzecz to pukanie zanim wejdziesz do pokoju. Mimo że moja hostka wiele razy powtarzała Rose że ma pukać ta ciągle wchodzi jak do siebie a ja wtedy ostro poirytowana (bo jestem na to uczulona ) mówię " W tył wzrot i wejdź jak należy ". Prawdopodbnie to z zapominalstwa/ pośpiechu ale cały czas wyrabiam u niej ten nawyk pukania
- nie wiem o co chodzi czy ogrzewanie jest cholernie drogie czy coś ale nie lubie jak muszę cały dzień pić gorące herbaty i chodzić z kapturem po domu bo włączenie ogrzewania jest zbyt mało oczywiste.

Te "aspekty" i tak nie przewyższają pozytywów mojej host family, tyklo zwracam tym uwagę że kika drobnych szczegółow które bym troche zmieniła istnieją.

Bycie au pair jest dobre na rok góra 2. Dziś złożyłam swoją aplikację UCAS na studia w UK. Odkładałam to prawie w nieskończoność bo fajnie było mieć to poczucie że możesz jeszcze coś zmienić/ulepszyć/ poprawić a teraz wszystko wysłane i nie ma szansy powrotu. Po drugie to zacznie się stres czy się dostanę albo jakie warunki przyjęcia mi postawią i co ja zrobię jak w ogóle nigdzie mnie nie przyjmą. Cholera nie mam narazie planu "B" bo po cichu licze że moje życiowe szczęście mnie nie opuści i że mi się " jakoś" uda . Mogę teraz tylko pocieszać się że i tak musiałąm to zrobić żeby mieć poczucie że przynajmniej próbowałam, nie zmienia to faktu że wewnętrzny niepokójbedzie mi towarzyszył przez najbliższy czas.

A tak po za tym wszystkim to strasznie nie mogę się doczekać Świąt i Sylwestra w PL ;)


sobota, 24 listopada 2012

bycie au pair


Moja właściwa przygoda jako au pair rozpoczeła się 4 września 2012 roku. Wielka dla mnie data i przeżycie. Jednak jak dłużej nad tym pomyśle to nie jest wcale najistotniejsze bo jest to tylko skutek moich wcześniejszych długich przygotować, usiłowań tak więc raczej jak dłużej się nad tym zastanowić to kluczowe było podjęcie DECYZJI. Mojej własnej, zgodnej z moim sumieniem decyzji i podjęcię działań aby osiągnąć to co zaplanowałam. Teraz kiedy jestem au pair już prawie 3 miesiące, czas w którym byłam jeszcze w czarnym punkcie i nic nie wiedziałam " na pewno " wydają się być tak odległe że prawie jakby mnie nie dotyczyły a jednak każda au pair przez to przechodzi.

Ostatnio usłyszałam że jestem dla siebie za surowa, że za dużo wymagam od siebie i sama się nie doceniam. Prawdą jest że zawsze porównuje się/ dąże do tych "lepszych" niż pocieszam się że nie mam jak Ci "gorsi". Taka moja przypadłość ale ostatnio zastanowiłam się nad tym i oto moje przemyślenia. Tak więc przedstawiam Wam różne punkty widzenia pozostania au pair.

Ja wcześniej :
Przede wszystkim to nie widziałam innej lepszej opcji dla mojego przypadku. Skończone liceum, napisana matura a ja wciąż nie zdecydowana co dalej , jakie studia itp. Po drugie potrzebowowałąm jakieś dużej odmiany (?) jak wiadomo klasa maturalna do najlatwiejszych nie należy - wiele presji, stresu i nagonki o wiele mniej czasu dla samej siebie. Na szczęście jestem takim typem osoby że nie byłabym w stanie iść na "bylejakie" studia , tak tylko żeby gdzieś iść. Dążenie do wyjazdu było dla mnie tak oczywiste że nie skupiałam się, albo nie chciałam nawet myśleć o potencjalnych niepowodzeniach lub utrudnieniach które mogłyby mieć miejsce. Podsumuwując - nie zważając na wszystko dookoła po prostu "wyjechałam"

Moja rodzina/znajomi :
Z początku rodzice byli nie pocieszeni a nawet bardzo no bo jak po liceum można nie iść na studia ?!?!?! Szok i niezadowolenie że ich dziecko będzie odstawać od "większości". Próby przekonania mnie że wcale nie warto a nawet straszenia i snucia wszystkich najgorszych wizji nie zmieniły mojego zdania. Myśle że podświadomie wiedzieli że tak będzie bo jednak troche mnie znają,  była to raczej kwestia czasu, oswojenia się z "tą" myślą.

Obecnie wiem że cieszą się jednak że postąpiłam według swojego uznania, że nie żałuje i że jest mi dobrze u mojej host family. Moja mama powtarza mi teraz jaka jest dumna, że sama sobie zorganizowałam cały mój wyjazd, że mi się tu dobrze układa i że ogólnie daje radę. Dalsza rodzina babcia/wujkowie/ciocie itp też są pod wrażeniem że taka młoda osoba zdecydowała się rzucić na taką głęboką wode. Ogólnie teraz słysze same pozytywne i podnoszące na duchu opinie.

Znajomi mówią że fajnie mi że tak po prostu sobie wyjechałam nie zważając na wszystko inne. Szczerze czuję że niektórzy może nawet mi po cichu zazdroszczą że ja miałam tą odwagę, siłe żeby spełnić swoje plany i wyjechać do UK.

Kiedyś przy obiedzie z hostami przy stole też usłyszałam wiele miłych słów. Hostka stwierdziła że nie jest w stanie wyobrazić sobie co czuli moi rodzice z myślą że ich dziecko wyjeżdża za granice do obcych ludzi itp. Powiedziała że mnie podziwia że podjełam się tego ryzyka w tak młodym wieku i że jestem odważna i że już dużo osiągnełam decydując się na tak ogromną zmianę w moim mlodym życiu.

Ja teraz :
Z biegiem czasu będąc tu au pair zapomniałam ile już zrobiłam/osiągnełam. Wiecie jak ta cała otoczka "nowości" opada i wszystko do okoła się uspokaja. Teraz większość rzeczy jest dla mnie "oczywista" i "zwyczajna". Cały czas mam jednak poczucie że robie za mało i że mogę jeszcze więcej. Teraz mój wyjazd uwazam za "nic wielkiego" ale prawda jest taka, tylko ze ja tego ostatnio nie dostrzegalam bo wydawalo mi sie to tak oczwiste, ze NIE KAZDY wciela swoje plany w rzeczywistosc i wlasnie w tym momencie przestaje być dla siebie surowa i mogę sama się trochę docenić  :)

Różnie to w życiu bywa jednak często jest tak że z różnych powodów porzucamy nasze plany. Strach, niewiara w swoje możliwości, „dajemy się” presji otoczenia/rodziny/znajomych i tak jakoś samo z siebie wychodzi że w końcu kończymy na niczym.

Moje wnioski to to że każda Au pair jest odważna i silna bo jednak wyjazd za granice wiąże się z różnego rodzajem ryzykiem którego jednak się podejmujemy. Wiadomo, czasami nawet z naszymi ulubionymi dzieciakami jest trudno i trzeba się wykazać nie lada cierpliwością i ponadprzeciętnymi umiejętnościami komunikacyjnymi aby rozwiązać problemy życia codziennego. Zostawiamy nasze rodziny/przyjaciół oraz bezpieczną strefę komfortu na rzecz wielkiego znaku zapytania jakim jest wyjazd jako Au pair. Ja o tym wszystkim ostatnio zapomniałam i jeżeli ktoś o tym też zapomniał i też jest dla siebie zbyt wymagający i surowy to warto jednak troche odpuścić i dostrzec pozytywne strony tego co już się osiągnęło a nie każdy byłby w stanie.

Moje ostanie muzyczne "odkrycie"

środa, 14 listopada 2012

call me crazy

Po powrocie z Londynu moja host mama poinformowała mnie  że w kwietniu napewno będą się wybierać na 1-2 tygodnie holiday na Cyprze (!!!) i oczywiśćie spytała czy chciałabym się z nimi zabrać. Ja w szoku n bez zastanowienia odarłam że tak ,że jeśli naprawdę potrzebują mojej pomocy to z miłą chęcią. Cypr ..... słońcee, ciepło, plaża ..... !!!

To było gdzieś z tydzien temu a na chwile obecną podjęłam inną decyzję a hostkę dzisiaj rano o tym poinformowałąm. Wole w ten czas jechać do rodziny, przjaciół i do Polski ! Tak chyba jestem nienormalna ale pomimo tej naprawdę nęcącej propozycji ( CYPR !!!!!) to chciałabym ten czas spędzić w szarej ojczyźnie.

Na blogu nie piszę o wszytkim, jednak coraz częściej doskwiera mi poczucie tęsknoty. Mój problem jest jednak nieco bardziej skomplikowany jak to zawsze ja. Tęsknie za rodziną i przyjaciółmi ale na chwilę obecną nie potrafie sobie znów wyobrazić mieszkać z rodzicami pod jednym dachem ,wedłuch ich reguł tym bardziej że czuję się wzgledem nich jak niezależna jednostka (?) nie wiem jak to inaczej ująć. Zawsze byłam nieco niezależnym dzieckiem i pomimo przykrych konsekwencji dla mnie robiłam i mówiłam co czułam i uważałam za odpowiednie. Więc to chyba nie kwestia wieku że już myśle o sobie w kategoriach "ja sama". Świetnie zdaje sobie sprawę że świąteczne wizyty 1-2 tygodniowe są w sam raz dla mnie i dla nich jednak na dłuższą metę zaczeły by się schody i nie byłoby tak różowo.

W tym tygodniu napisałam pierwszy szkic Personal Statement do uniwersytetu. Przede mną długa droga zanim będzie to w takim stanie jak powinno ale pierwszy krok zrobiony. Muszę również zacząć coś zrobić w kierunku zdania  egzaminu IELTS żeby nie mieć statusu przyjęcia na uczelnie " conditional" bo jak wiadomo to jeden z głównych wymagań. Myślałam ostatnio co zrobię jeśli się nie dostanę , co dalej ?? Chyba zdecydowałabym się na rok samodzielnego życia tu w Anglii, już nie jako au pair, znalazła normalną pracę i wynajmowała mieszkanie i zapisała się na roczny intensywny kurs ala " Preparation , english for academic purposes " i próbowała za rok. Sama nie wiem.

Tak więc zrezygnowałam z Cypru. Troche mi szkoda ale jednak na samą myśł że spędze troche czasu w Polsce pojawia się uśmiech na twarzy ;)

Ja w Londynie:




wtorek, 6 listopada 2012

London&Jack White concert review

Wczoraj wróciłam z Londynu do angieskiego "domu". Mega zmęczona i niewyspana ale również niewyobrażalnie szczęśliwa.

Istnieje pewien rodzaj zmęczenia z którego występowania odnajdujuję naprawdę prawdziwą przyjemność ponieważ wiem wtedy że w pełni wykorzystałam swój czas i zrobiłam dokładnie to co chciałam. Po tym koncercie czuję się naprawdę spełniona i czekam na następną okazję aby to powtórzyć :)

W Londynie byłam już w pt ok 13.30 więc miałam mnóstwo czasu aby zrobić długi widokowy spacer wzdłuż Tamizy od południowej strony. Ok 20 byłam już w moim hostelu. Hostel jak hostel wiadomo za dużo oczekiwać nie można ale myśle że na 3 nocki można spokojnie przezyć beznadziejny prysznic i świadomość że dzielisz pokój z 10 innymi dziewczynami. Dla mnie najważniesze było że na dole w holu hostelu było darmowe Wiffi oraz darmowe śniadanie w godz 7.30-9.30 , uwierzcie mi wiele osób i tak miało problem aby do tego czasu wyjść z łóżka. Ja jednak nie miałam bo wstawałam zawsze wcześniej aby mieć więcej czasu na zwiedzanie ; ) Ogólnie odnoszę wrażenie że najwięcej ludzi było tam z Hiszpani i Francji , poznałam też jednego polaka więc było miło pogawędzić w ojczystym języku.

W sb przed koncertem wybrałam się do Natural History Museum. Spore kolejki ale myśle że warto było zobaczyć te wszystkie wypchane zwięrzęta w naturalnych rozmiarach oraz straszącego dzieci T.Rexa :) Po południu byłam z poworotem w hostelu aby odetchnąć i przygotować się do koncertu. Ku mojemu zdziwieniu i szczęściu 2 nowe dziewczyny z mojego pokoju takżę wybierały się na ten sam koncert co ja !!! Tak się cieszyłam ponieważ pomimo wszystko zdecydowałałam się wybrać na koncert sama ponieważ za bardzo lubie Jacka i The Kills żeby przepuścić taką okazję z takiego powodu a tu nagle okazuje się że nie będe całkiem , całkiem sama ;D

Co do samego koncertu to trudno mi dokładnie ubrać w słowa jak bardzo mi się podobało.Przez pierwsze 15 minut czekania w tłumie nie mogłam uwierzyć że naprawdę tu jestem. Gdyby nie to że zdecydowałam się na bycie au pair w tym czasie zapewne byłabym w Polsce, robiła nie wiem co i myśłała ile bym dała aby teraz znaleść się w Londynie.

The Kills miałam okazję usłyszeć po raz drugi i mogę tylko powiedzieć że było mega klimatycznie z nutką magii. Kocham, kocham i jeszcze raz kocham ich muzykę. Coś wspaniałego !

Mogę też dodać porównując do Opener Festival na którym miałam okazję ich też usłyszeć że w Londynie było naprawdę spokojnie. Nie wiem czy to dlatego że jednak koncert a festiwal różni się charakterem i liczbą uczestników ale żadnego dzikiego poga i większego taranowania ludzi nie było ;) Kilka zdjęć z koncertu, oczywiście nie mojego autorstwa bo ja byłam zbyt zahipnotyzowana i szczęśliwa żeby o tym myśleć :)



The Kills grało jako supportive band, prawdziwe szaleństwo zaczeło gdy na scenie pojawił się Jack White. Mój ulubiony muzyk i jeden z niewielu artystów których daże całkowitym podziwem i respektem. Nie chce zabrzmieć nienormalnie czy perwersyjnie ale nie jestem w stanie opisać tego co ten człowiek potrafi osiągnąć na mnie swoją grą na gitarze. Jego muzyka przeszywa dosłownie ciało i wywołuje przyjemne wibracje w środku. Coś nisamowitego i niezapomnianego !!! :)


Boże spraw mi takiego męza, proszę ! ;)

Nd kolejny bardzo długi spacer po najważniejszych miejscach i zabytkach w centrum Londynu.
Pon dzień powrotu do Lee !!!

Podsumowanie:
Przede wszstkim to jestem mega szcześliwa i nie żałuje wydanych funtów na zorganizowanie tego wyjazdu do Londynu choć przyznać trzeba że Londyn jest bardzo drogi.. Bardzo spodobało mi się to co hostka powiedziała mi w samochodzie gdy podwoziła mnie z stacji do domu że lepiej nie oszczędzać pieniędzy na swoje marzenia , że ważniejsze są wspomnienia i poczucie że się spełniasz, ze smutkiem stwierdziła że z dziećmi wszystko jest o wiele trudniejsze do zorganizowania lub w ogóle nie możliwe.

Londyn to wielkie , zatłoczone, tętniące życiem miasto ale nie powiedziałabym że jest lepsze od mojego rodzinnego miasta Warszawy. Nie wiem czy to za zasługa małego homesickness ale uważam że Warszawa znacznie różni się od Londynu ale wciaż jest piękna, magiczna i ma swój oryginalny urok ! Mimo wszystko myśle że jeszcze nie raz odwiedzę Londyn !

Cheers xxx



piątek, 26 października 2012

+3000 odwiedzin

Chciałam serdecznie podziękować za te ponad 3000 odsłon mojego bloga, w szczególności tym osobom które regularnie zaglądają co u mnie słychać.

W rzeczywistości to nie dużo, bo od założenia bloga mineło już sporo czasu ale i tak mnie to cieszy bo oznacza to że nie piszę postów dla siebie :)

Wspominałam że mam naprawdę fajną host rodzinkę ? Właśnie bardzo miło mnie zaskoczyli - dali mi bukiet kwiatów, czekoladki lindora i list z podziękowaniami i 10 funtami na "extra drniki" w pubie bo wspominałam że się jutro wybieram :) Okazja ? Cuż świetnie daję sobie radę i doceniają to że zawsze mogą na mnie liczyć jak np. wczoraj gdy musieli zostać dłużej w pracy i wszystkie wieczorne obowiązki przejełam ja i za dzisiaj bo opiekowałam się Luckiem bo nie mógł pójść do przedszkola bo jest pochorowany. Jestem bardzo miło zaskoczona i dla mnie to bardzo miły gest ! :D Jendak czasami warto być po prostu miłym i bezinteresownie pomagać :)


Jeszcze raz dzięki ! :)

środa, 24 października 2012

concert !

Hej ! :)

Nie pisałam o tym Wam wcześniej choć już wszystko mam zaplanowane od dłuższego czasu że w dn 2-5 listopada wybieram się do Londynu i to nie tylko z powodów turystycznych ale głównie dlatego ze 3listopada wybieram się na koncert Jacka White'a z The Kills !!!

Wczoraj bilet przyszedł pocztą i jak go zobaczyłam to od razu wielki banan na buźi się pojawił ;) Uwielbiam twórczość Jacka White's zarówno The white stripes z którego jest najbardziej znany jak rownież inne zespoły w których gra jak The dead weather i The raconteurs. Jego muzyka zawsze wprawia mnie w dobry nastrój, a jak on potrafi grać na gitarze awrrrrr ...... ! :)

Być na jego koncercie to jedno z moich życiowych " must do " dlatego jestem ogromnie szczęśliwa że już niedługo będe mogła spełnić swoje marzenie :) Co najlepsze to złapałam jakby "dwie sroki za ogon" ponieważ gościnnie wystąpi również mój ulubiony zespół The Kills - naprawdę lepiej trafić nie mogłam i jestem strasznie podekscytowana na samą myśl że tam będe !!!


Jadę sama (!) i będe nocować 3 nocki w Arsenal Tavern Hostel w 12 Bed Female Dorm więc zapowiadają się bardzo ciekawe wieczory ;> Troche to może się wydawać szalone że jade sama ale bardzo bym żałowała gdybym sobie odpuściła tylko z tego powodu.

Nie ma się nawet co ozukiwać ,Wielka Brytania oferuje większe możliwośći co do koncertów. To nie Polska że trzeba czekać kilka lat aż ktoś weźmie pod uwagę aby uwzględnić Polskę w swojej trasie koncertowej dlatego tym bardziej się cieszę. Gdyby nie to że jestem teraz au pair, widząc informacje o koncertach ulubionych artystów mogłabym tylko powiedzieć " ile bym dała aby tam być"i cieżko westchnąć i pomyśleć że może "kiedyś" będe miała okazje.

To niesamowite uczucie kiedy masz o wiele więcej możliwośći i możesz się spełniać :)

Przyjdżam w pt ok 14 i wracam w pon ok 12 co oznacza że zrobie sobie osobisty tour po Londynie :) Jeśli jest tu ktoś z Londynu i chciałby pójść na wspólny luch, kawę i pogadać to jestem bardzo chętna ;)




piątek, 19 października 2012

british fridge and eating habits

Dziś odkryję przed wami tajemnicę co moi najlepsi pod słońcem host parents mają do wyboru w lodówce i jak wyglądają tu mniej więcej posiłki.

Zacznijmy od tego że oboje zarówno jak Pip&Grant już zdążyli zauważyć że kucharka ze mnie marna i nie garnę się do gotowania ;) Powiem wam szczerze że tak często i długo byłam na diecie że nawet jak już na niej nie jestem to i tak nie chce mi się nic wymyślać i jem byle co prosto z lodówki, czasami zaszaleje i wsadzę coś do piekarnika żeby zjeść coś na ciepło.

Przede wszystkim po kilku wspólnych większych obiadach z hostami o godzinie 19-20 (!!!)  stwierdziłam że dłużej tak nie mogę i nie chcę bo to nie dobrze jeść tak późno i po prostu powiedziałam im że jestem przyzwyczajona że jem obiad w godz 15-16 i że naprawde smakuje mi ich kuchnia ale wole jeść wcześniej. Tak więc zazwyczaj szykuje sobie coś dla siebie o tej godzinie albo jem to co dzieciaki bo one mają dinner time podobnie co ja :)

Powiem tak, jak wiadomo au pair ma zapewnione wyżywienie jednak nie chodzę z hostami to sklepu na zakupy więc mogę tylko wybierać z asortymentu który sami kupili ale jak czasami sama wchodzę do sklepu z jedzeniem to chciałabym spróbować wielu nowych rzeczy których nigdy nie miałam okazji 'wypróbować'. Jest mnóstwo produktów które można kupić zarówno w pl jak i w anglii jednak ogólnie rzecz biorąc jedzenie jest jakieś "inne".W najbardziej widocznych miejscach na sklepowych półkach można znaleść  takie produkty jak toast bread , baked beans, tomato soup, bacon, pizza, sausages i koniecznie mnóstwo kolorwych snaków ;)

Mam wrażenie że w angielksich sklepach jest też więcej gotowej do spożycia żywności z krótką datą ważności - zupy, sałatki, tostowe kanapki z czym tylko możesz sobie zamarzyć. Pomijam dział słodkości takie jak ciastka, bułeczki, muffiny i tym podobne bo to przyciąga moją uwagę najbardziej i z tym mam największy problem :)

Chyba najbardziej popularne sklepy z jedzeniem to :

-ASDA ( mają też tam całkiem fajne i w nienajgorszej cenie ubrania firmy George )
- Morrison
- co-operative food
- Tesco & tesco express ( podobnie jak w Polsce )
- Iceland
- poundland oraz 99 p ( cały czas nie mogę wyjść ze zdziwienia jak takie sklepy funkcjonują jednak to właśnie w nich najczęściej wpada się wir niepotrzebnych zakupów bo wszystko jest 'tylko' za funta, gorzej gdy tych funtów uzbiera się 20 lub więcej .... )


1.Breakfast - w środku tygodnia to zawyczaj płatki z mlekiem ale raczej nigdy nie powinno Ci się to znudzić bo zawsze masz do wyboru przynajmniej z 5  pudełek z ukochanymi przez dziećmi chrupkami. W długą oczekiwaną sobotę i niedziele jest bardziej na bogato bo nikt nigdzie sie nie śpieszy i jest to bekon, jajko, fasolka i tost ;)

2. Lunch - zazwyczaj kanapka z tostów z serem, szynką + jakiś owoc + snack

3. Tea - zazwyczaj herbata z czymś lekkim i słodkim

4. Dinner - tu już zależy kto co lubi ale jest to ich ostatni posiłek który jes ich głównym i największym posiłkiem w ciągu dnia co dla mnie jest trochę dziwne.

Stan lodówki i półek moich hostów na chwilę obecną z grubsza wygląda następująco :

kukurydza w puszcze, różne rodzaje szynek, gotowe zupy z ASDY, beetroot salad,surówka coleslaw, ogórki, pomidory, różne rodzaje paczkowanej sałaty, truskawki, winogrona, borówki, jabłka, brzoskiwinie, banany, baked beans, dietetyczna cola w puszkach, majonez, mnóstwo różnych odmian makaronów i ryżu + jakieś sosy do tego, parówki, ser, paluszki rybne, frytki, mrożone warzywa, dżemy, masło orzechowe, Marmite ( nadal do końca nie wiem co to jest ), steki, bekon, pork chops, jakieś zapiekanki, frozen pies & pastry no i wszechobecne tostyyyy !

Myślę że wiele osób przybiera na wadzę tu w UK ponieważ pozwala sobie za często na wysoko kaloryczną żywność i zwyczajnie prowadzi kanapowy tryb życia. Ja staram się zachować balans i jeżeli zjem jakiś fast food na obiad to na luch zjem np tylko owoc i na kolacje jogurt z otrębami i jest OK.Wszytko z umiarem ;)

Z nowości z au pairowego życia to dowiedziałam się dopiero wczoraj że minutę od mojego domu też od września mieszka inna au pair. Nie wiem jak to możliwe że jesteśmy sąsiadkami a dopiero się o tym dowiedziałyśmy - wczoraj moi hości zrobili " małe " spotkanie towarzyskie w domu z sąsiadami i tak o to dowiedziałam się że mogę zyskać nową znajomą tutaj :) Ma na imię Chloe i jest z Anglii ... nie mogę pojąć jaki jest sens bycia au pair we własnym kraju ale mam nadzieję że okaże się fajną osobą. Achhh ! I jeszcze niedługo na moim osiedlu przybędzie kolejna au pair z Hiszpani. Byłam przekonana że skoro to nie Londyn to trudno będzie mi znaleść inne au pairki w okolicy a jest wręcz przeciwnie ! ;>

A na koniec ja z moimi dzieciakami ! ;> Polecam Wam tą stronkę klik kiedy nie macie pomysłu jak zająć dzieci, mnóstwo śmiechu i zabawy gwarantowane ;)))


środa, 10 października 2012

My week timetable

Dla zainteresowanych jak wygląda moje codzienne życie jako au pair która trafiła do odpowiedniej rodzinki :)

Poniedziałek:

day off

Wtorek:

budzik dzwoni o 7. Wstaję osłaniam grube zasłony i wracam do łóżka na 10 minut i leże tak w promieniach słonecznych aby "dojść do siebie" :) Później lęce do łazienki przebieram się i wykonuje poranną toaletę. Muszę być gotowa przed 7:30 bo o tej godz host mum wychodzi z domu, host dad wychodzi o 7 więc rano nawet się z nim nie widzę. Dzieciaki zazwyczaj są już poubierane i po śniadaniu czasami jest inaczej gdy Luke albo Rose wstanie lewą nogą :) Zazwyczaj po wszelkich niezbędnych czynnościach porannych dzieciaki po prostu oglądają kreskówki aż do 8.20 kiedy koleżanka host mum przyjeżdża aby zabrać Rose do szkoły. Zostaję sama z Lukiem w domu do 9:15 , on nadal ogląda tv a ja serfuje z laptopem na kolanach po internecie potem razem idziemy do jego przedszkola które jest 5 minut drogi gdy Luke siedzi w wózku , 15 minut gdy ja pcham wózek a on biega i zachwyca się wszelkimi drobiazgami napotkanymi po drodze :) Ok 9:40 jestem z powrotem w domu i mam wolne do 14.20 bo muszę iść odebrać Luke z przedszkola. Po powrocie bawimy się w różne zabawy albo oglądamy tv. O 15.40 przyjeżdża koleżanka host mum z Rose. Po wszelkim nadzorowaniu czy Rose zmienila ubranie zaczynam szykowanie obiadu tzn wsadzam coś do rozgrzanego piekarnika na 15 minut i obiad gotowy :) Przed 18 wraca host mum i dad i zaczyna się bath time w tym czasie ja zazwyczaj doprowadzam do porządku pokoje dzieci i później już mam wolne. Ok 19 dzieciaki już spią.

Środa.

Mogę wstać o której chce ale że jest to mój cleaning day to jak już się ogarnę i zjem śniadanie do zaczynam moje tygodniowe obowiązki. Odkurzanie, kuchanie, moja i dzieci  łazienka , wszystko zajmuje mi troche mniej niż 3 godziny bo lubie sobie robić przerwy na herbatki i tańczenie jak usłyszę ulubioną nutę w radiu :) Po wszystkim jestem wolna.

Czw.

Tak samo jak we wtorek. Tylko że wieczorem mam baysitting więc muszę być w domu.

Piątek.

Tu jest troche bardziej skomplikowane. Bo zawoze Rose i Luke do szkoły rowerem więc po 8 zawyczaj zaczynam swoją poranną aktywność fizyczną :) Zawożę Rose na 8.45 więc w domu z powrotem jestem ok 9, chwilke ogladamy telewizje z Lukiem i na 9.30 idziemy do przedszkola a później znowu wolne do ok 14.20, jadę po Luke a następnie po Rose reszta tak samo jak we wtorek. Ok 18 jestem wolna. Jeżeli pogoda jest naprawde masakryczna w takim wypadku jestem zwolniona z moich obowiązków i przyjeżdża samochodem po Rose koleżanka host mum.

Sb.

właściwie tutaj nigdy nie rozumiem czy na pewno jestem potrzebna ale ogólnie do ok 11-12 powinnam być w domu na wszelki wypadek jakby host mum lub dad chcieli pójść biegać. Później mam wolne do 19 bo wieczorem mam babysitting ale nie zawsze jak np ostatnio. W zasadzie mam ogromne szczęście bo słowo flexible idzie w dwie strony. Jak bardzo chciałabym wyjść wieczorem na impreze albo do klubu i powiedziała o tym wcześniej nie ma problemu. Tylko w zasadzie babysittingi w sobote mi nie przeszkadzają ponieważ ostatnie autobusy w strone Lee on the solent są ok 18:30 a później tylko taksówki dlatego nie robi mi to większej różnicy :)

Nd

day off


Tak jak więc widzicie mam bardzo dużo wolnego czasu. Wydrukowałam sobie ulotki które muszę roznieść żeby znaleść kogoś na dodatkowe babysittingi, zobaczymy czy coś z tego będzie.

Kilka zdjęc z mojego ostatniego weekendu. Pogoda była cudowna więc szkoda byłoby przesiedzieć ten czas w domu :) Tu możecie zobaczyć jakie " stateczki" wpływają do portu w Portsmouth


wtorek, 2 października 2012

one round month !

Dziś równo mija miesiąc od rozpoczęcia mojej życiowej zmiany jakim jest program au pair. Przeglądając moje pierwsze notki o rozpoczynaniu poszukiwań host family, moich wątpliwościach i nadziejach, zastanawianiu się czy wyjdzie mi to na dobre i czy w ogóle podołam temu wyzwaniu aż dziwnie pomyśleć że to wszystko to już tylko przeszłość a teraz siedzę sobie w swoim angielskim pokoju i zastanawiam się nad planami na nadchodzący weekend.

Bez mrugnięcia okiem mogę powiedzieć że było warto. Przede wszystkim to zasługa szczęścia że znalazłam się w tej a nie innej rodzince, gdyby nie to może nie byłabym tak optymistycznie nastawiona do całego au pairowania. Z niedowierzaniem i współczuciem czytam realcje na froum i blogi na których dziewczyny opisują w jakie bagno mimowolnie wdepneły.

Wszystko wygląda pięknie i kolorowo tylko na ulotkach i stronach agencji ale to życie weryfikuje czy zdobyło się los na loterii trafiając do fajnej normalnej rodzinki. Ja naprawdę nie mogę narzekać, nie czuję się traktowana protekcjonalnie czy wykorzystywana, moja praca i wkład serca jest doceniany i to mi wystarcza. Ja pomagam w różny sposób swojej brytyjskiej rodzice a mi oni, bezcenne jest usłyszeć zdanie że " nie ma za co że musimy sobie nawzajem pomagać ".

Polecam każdemu niezdecydowanemu, z wątpliwościami jaki kierunek studiów wybrać aby spróbować szczęścia i sił i zdecydować się na opcje "gap year" i wyjechać do wymarzonego kraju :) Uczymy się całe życie a rok w innym kraju z inną kulturą i językiem, mieszkając po za domem z nowymi ludźmi to świetna szkoła życia !

Dla mnie największym minusem programu au pair jest rozłąka z rodziną i przyjaciółmi. Niby wiedziałam w co się pakuję jednak taki wyjazd bardziej uświadamia kto znaczy dla Ciebie więcej. Z drugiej strony wiem że nie wyjeżdżając czułabym się nieszczęśliwa oraz że robie coś wbrew sobie.

Miesiąc to dobry czas na pierwsze podsumowania.

Tak więc nie żałuję ! I czuję że jestem we właściwym miejscu o właściwym czasie z odpowiednimi ludźmi, mimo wszystko zdaję sobie świetnie sprawę że czas zapieprza równo i nim się obejże będe musiała pakować walizki i iść naprzód ! Już w tej chwili poważnie rozmyślam nad studiowaniem tutaj w UK, to mój nowy kolejny cel w międzyczasie kiedy będę zwyczajnie pożytecznie wykorzystywała mój czas tutaj ;>

następnym razem opiszę swój tygodniowy timetable !

czwartek, 27 września 2012

Life begins at the end of your comfort zone

Jestem już w UK ponad 3tygodnie (!!!) czas leci mi tu niesamowicie szybko za niedługo będe już tu okrągły miesiąc :) Mogę już powiedzieć że się "zadomowiłam" w nowym brytyjskim ognisku domowym chociaż przyznam że miałam już kilka chwil zwątpienia z powodu tęsknoty do rodziny i znajomych - może to przez ostatnią deszczową pogodę i brak witaminy D ;)

Zawszę doceniałam swoją rodzinę i przyjaciół jednak ich brak jeszcze bardziej uświadomił mi jak wiele dla mnie znaczą. Mogę poznać mnóstwo nowych ciekawych osób z różnych krajów itp ale nie da się od tak zastąpić najbliższych osób.Wiadomo mogę spędzać miło czas w nowych miejscach ale TO NIE TO SAMO ! Nawet osiedlowa ławka i rozmowa o wszystkim i o niczym wydaję się teraz super opcją :) Nie myślcie że zrezygnuje z au pairowania bo nawet mi to przez myśl nie przeszło bo mam fantastyczną host family - nie ma co się łudzić że jestem uzależniona od pewnych osób ;D

Dziś był mój pierwszy dzień w collegu. W klasie razem ze mną jest 6 osób z czego 2 to inne au pair które już znam i jedna kobieta z Wietnamu, jedna z Tajlandi i jedna z Hiszpani. Ogólnie było OK, wiadomo że to pierwsze zajęcia więc wiecej było o organizacji i przedstawianiu siebie niemniej jendnak czuję się dziwnie z myślą że mam pracę domową :) haha



I moja ostatnia ulubiona sentencja do której staram się stosować



I tak na koniec sentymentalnie ...

sobota, 22 września 2012

party animals!

Jedną z różnic którą mogłam już odczuć i zauważyć na własnej skórze jest niezbyt przyjemna  temperatura w domu ! Jednym słowem mam problem wstać rano z łóżka nie dlatego że mi sie nie chcę tylko nie chce czuć tego przeszywającego zimna :<<<

Jak już wspominałam mam ogromne szczęście bo mam sąsiadkę au pair więc zawsze gdziekolwiek wychodzę ( wycieczki rowerowe, lunche, spacery nad morze ) mogę liczyć na jej towarzystwo ;)

Jak (chyba) już wszędzie, przyjął się tekst " keep calm and ... " i właśnie jeden z tej serii mam w swoim sąsiedztwie i jako że Lee on the Solent jest jednym z nadmorskich miejscowości zdanie brzmi " keep calm & go sailing "


W ten piątek miałam również okazję pójść po raz pierwszy w UK do klubu. Klub jak klub niczym szczególnie zachwycającym się nie wyróżniał. Bardziej zachwycałam się przepięknymi nocnymi widokami z tarasu które były naprawdę magiczne a to dlatego że klub Tiger tiger znajduje się w Gunwharf quays czyli tuż obok zatoki oddzielającej Gosport i Portsmouth.

Wiem jednak na pewno że takie wypady na całą noc nie będą za częste ponieważ transport jest tu diabelnie drogi !!! Na sam autobus, prom i taksówki wydałam troche ponad 20 funtów w jeden wieczór !!!  Dopiero teraz doceniłam warszawskie nocne autobusy którymi można dostać się do większości miejsc i że w ogóle jeżdżą bo tu niema czegoś takiego jak nocne autobusy ;///

Ja na promie do Portsmouth było ciemno jak w nocy a było troche przed 20


Szybki before w domu Beatriz ex au pair która już od 3 miesięcy normalnie tu pracuje i wynajmuje dom ;>


Nasza cała ekipa na tarasie


 My w klubie



Nie jestem mega wielką zwolenniczką klubów jednak warto było wybrać się i zobaczyć jak to wygląda tu w praktyce a  przy okazji poznać nowych ludzi ! ;)

niedziela, 16 września 2012

stress free zone

Przeglądając ostatnio blogi zauważyłam że sporo dziewczyn opisuje swój normalny,typowy dzień au pair, w niedługim czasie też coś takiego uczynie bo jestem w UK niecałe 2 tygodnie i wiem już co ode mnie oczekuję host rodzinka i jak wszystko wygląda w praktyce :)

Ostatnio miałam okazję wypróbować prom płynący z Gosport do Portsmouh i z powrotem, ogólnie było fajnie, podróż trwała ok 3 minuty ale myślę że jeszcze kilka razy popłynę tam i z powrotem i nie będę się już więcej przepychać żeby dostać się na góre promu jak najbliżej barierek aby sobie popatrzeć i pooddychać morskim powietrzem ;)

Ester ( hiszpania), ja, Magdalena ( austria )

Spinnaker tower !

My i nasze rowery ! Hahaha ja oczywiście na różowym foteliku w którym powinno siedzieć dziecko zapiełam bezpiecznie w pasy moja torebke bo przecież nie pomyślałam że może przydać mi się plecak :>


Moja host rodzinka była na tyle wspaniałomyślna że zaproponowała mi abym dołączyła do nich jeśli mam ochotę na krótką wycieczkę do Londynu bo głównym celem było zrobienie profesjonalnych zdjęć Rose oraz odwiedzenie kogoś z rodziny. Jestem wręcz przytłoczona i oszołomiona  ... był to tylko dłuższy spacer po centrum Londynu i widziałam tylko to co można zobaczyć z ulicy a jednak chodziłam jakby ktoś dotknął mnie magiczną różdżką może to dlatego że w międzyczasie sobie uświadomiłam jakie to wszystko dziwne , pół roku wstecz nie przeszło by mi nawet przez myśl że będę miała okazje zobaczyć z bliska Big Bena, London Eye czy karmić wiewiórki w St.James Park'u !!!




czwartek, 13 września 2012

Tiririrririirri

Ostatnio mam bardzo dobru humor ! :)
Wszystko układa mi się dobrze i naprawdę nie mam na co narzekać !
Moja host mum pomaga mi z każdym moim problemem - a to żeby założyć konto w banku a to żeby zadzwonić i dopytać się o mnie do collegu, nawet zmienia godziny żłobka Luka ponieważ dostałam się na najwyższy level 1 a dla tej grupy zajęcia w collegu są tylko w czwartki ... that's nice !

Dałam radę ze swoim pierwszym dniem z dziećmi bez rodziców, oczywiście nie odbyło się to bez płaczy pt" where is my moommy ?" i setnymi powtórzeniami że jest w pracy ale i tak nie bylo zle ;>

Drugi dzień bez rodziców już jakoś lepiej , więcej zabaw, więcej śmiechu i lepsze zachowanie. To lubie ;) Muszę przyznać że naprawde zaczynam lubić moje dzieciątka chociaż czasami jest naprawde głośno :)

Mówiłam że mam przeogromne szczęście ? W samym Lee jest gdzieś z 5 au pair !!! Jako że dziś poznałam nową koleżankę au pair z Włoch dowiedziałam się że ona będąc tu przez miesiąc nikogo nie poznała bo nie było żadnych innych au pair, dobra passa trwa bo słoneczna pogoda jeszcze się utrzymuje :)))

W tą nd bedę miała okazję zobaczyć Londyn ponieważ moja host rodzinka jedzie spotkać się z kimś z rodziny i byli na tyle mili i symaptyczni że zaproponowali mi żebym do nich dołączyła jeśli chce bo nd to mój dzień wolny.


A tera kilka zdjęć :

moje piersze fish&chips - pierwszy raz w życiu jadłam tak tłustą rybę z panierką przypominająca suche pamarańczowe etui na coś xd Ester (Hiszpania), Veronica(Włochy),ja

Moje pierwsze piwo w pobliskim pubie ! Jedno z wielu jak sądzę ;D

Pierwsze zakupy czyli niezbędne rzeczy oraz te mniej potrzebne :)


poniedziałek, 10 września 2012

almost one week with host family !!!

Kto by pomyślał że równo tydzień temu spędzałam swoje ostatnie godziny w Polsce ... pamiętam ten pośpiech, ekscytacje, niepewność i ogromną ciekawość jak ułoży mi się w Wielkiej Brytanii ;)

A teraz siedzę sobie z laptopem na kolanach i jestem ogromnie szczęśliwa że zdecydowałam się wyjechać i zostać au pair. Wiem że mam naprawdę ogromne szczęście ponieważ moja host rodzina jest naprawdę fajna i nawet że to nie jest mój dom i jestem tu niecały tydzień czuje się tu swobodnie!

Dopiero jutro będzie mój pierwszy pierwszy dzień z dziećmi bez rodziców w domu bo moja host mum zdecydowała że przez swoje pierwsze dni pobytu tutaj będe tylko obserwować i że powinnam mieć czas dla siebie aby się zwyczajnie zaaklimatyzować . Ponadto aby ułatwić mi zadanie i żeby wszystko było przejrzyste wydrukowała specjalnie dla mnie rozkład tygodnia i co o której godzinie powinnam zrobić, co dzieci jedzą na obiad , z czego składa się ich lunch box i co powinny wziąć z sobą do szkół. Także od jutra oficjalnie zaczynam ! :))) Mam nadzieje że moje dzieciaki nie dadzą mi za bardzo popalić w innym razie i tak mam przyzwolenie że jakby nie były to mam zamknąć je w pokoju i poczekać aż mama wróci i się z nimi rozprawi i wytłumaczy że tak nie powinno być :D Naprawde mam szczęście że trafiłam na normalną fajną rodzinkę która nie pozwala sobie wejść dzieciom na głowe ! :)

Przez ten tydzień odbyłam kilka rowerowych wycieczek i za każdym razem troche się pogubiłam, wszystko przez te czerwone domy które całkowicie mylą moją orientacje w terenie :)

Byłam już (!) również w collegu na esol assesment i niedługo dostanę wyniki i szczególy mojego kursu. Taka dygresja, na tym teście była ze mną jeszcze inna polka, starsza i z tego co mówiła to ma dziecko bo mówiła coś o benefitach dla niej i żyje w UK już 3 lata a mówiła strasznie kiepsko a raczej starała się mówić i nie była w stanie NIC o sobie napisać bo takie było ostatnie zadanie , napisz kilka słów o sobie. Na jej miejscu byłoby mi troche głupio.

Dziś moja host mum zawiozła mnie do banku aby otworzyć mi konto oraz złożyłam papiery rejestracyjne do pobliskiej przychodni na wszelki wypadek gdybym zachorowała.

No i najwspanialsza wiadomość spotkam się dziś z Ester, au pair dom obok, przez to że nie mogłam do niej wysłać sms z zapytaniem kiedy jest wolna po prostu wyszłam na sekunde z domu i zapukałam do drzwi. Wydaje się być bardzo sympatyczna ale chyba z racji że jest dopiero od tej soboty była troche nieśmiała, za mną napewno szybko się zmieni :)

Żeby urozmaicić te relacje oto ja w swoim pokoju i kilka widoków z moich rowerowych wycieczek :


Mam prośbę ;) z moich statystyk wynika że jednak ktoś wchodzi na tego bloga tylko nikt nie chce komentować ;<<< Why ???

sobota, 8 września 2012

Room tour + second impression

Witajcie !!! :)

Jestem zszokowana faktem że od mojego przyjazdu czyli to już leci 5 dzień nie było żadnego deszczu !!! Nie żebym narzekała wręcz powiem jestem zachwycona bo siedząc na plaży i podziwiając morze i okolice czuje jakbym wyjechała na wakacje :))) Niestety taka pogoda nie bedzie wieczna więc póki co "korzystam" z energii słonecznej  :)))

Mam już swój timetable na cały tydzień więc wszystko wiem kiedy co gdzie i jak więc nie jestem zagubiona jak na początku. Mam sporo szczęścia bo mam całe 3 dni wolne - poniedziałek,środa,niedziela + połowę soboty wolnej bo wieczorem mam babysitting.

Ta dam ! A oto mój nieduży ale bardzo przytulny pokój :


 Widoki z okna - Rose cottege i trampolina

Co do mojej host rodzinny , to naprawde nie moge narzekać ;) Hahaha moja mama widziała się z moja host mum na skypie bo rozmawialam w pokoju i Rose była obok mnie i coś musiała ją zapytać ;) Mam nadzieje że tak pozostanie do konca :)

nowe notki wkrótce !

środa, 5 września 2012

First impressions

Cześć wszystkim !

Nareszcie piszę z UK !!!!! Wczoraj z nadmiaru emocji i wrażeń nie byłam w stanie nic napisać. To troche dziwne ponieważ gdy już to wszystko się uspokoiło i wyciszyło to teraz mam wrażenie jakbym była tu o wiele dłużej niż dopiero drugi dzień.

Host rodzice są mega wyrozumiali i starają się abym czuła się w ich domu jak najlepiej. Naprawde są bardzo mili ,sympatyczni i czuję ze z host mum mamy podobne poczucie humoru więc jest nieźle ! :)

Dziś rano odbyłam z host mum swoją pierwszą trasę rowerową do szkoły Rose a później po południu spróbowałam trafić tam sama niestety miałam problem w miejscu gdzie wszystkie domy są czerwone i wyglądają niemal identycznie ;P i trochę sie pogubiłam :)

Jutro ide do collegu na spr mojego angielskiego wiec jestem ciekawa jak mi pójdzie ;)
Za kilka dni będe miała koleżanke au pair z Hiszpanii dom obok z czego ogromnie sie ciesze bo nie ma mowy o samotnym spędzaniu wolnego czasu ;)

W niedługim czasie wrzuce jakieś zdjęcia bo na razie wstyd przyznać ale nie zrobiłam żadnego bo żadna ze mnie profesjonalna forografka !

Pochwalę się za to jaki miałam piękny tort pożegnalny z brytyjską flagą zrobioną z owoców !




poniedziałek, 3 września 2012

Wish me luck !

To będzie post całkiem bez łady i składu. Zależało mi tylko aby napisać ostatni post z polski bo jutro rano nie będę miała na tą przyjemność czasu. Ten dzień jest mega zabiegany i tylko na chwile wpadłam do domu aby zaraz znowu wyjść ! Stresuje się bardziej niż przed maturą, mam nadzieje że serce mi nie siądzie od nadmiaru emocji !

3majcie kciuki !


sobota, 1 września 2012

Keep calm and welcome September !


Powiem że to dziwne uczucie kiedy jest 1 września a ja nie muszę się ubierać w nienawidzony outfit "przykładnego ucznia", dziwnie ale jakoś nad tym nie rozpaczam ( tak wiem że oficjalne rozpoczęcie szkoły jest 3 września ale wiecie co mam na myśli). Rozpoczął się wrzesień a to oznacza zmiany i jeszcze raz zmiany ! Już w ten wtorek lece do UK !!!

Nie wiem czy kiedykolwiek z osób czytających tego bloga miało tak że jednocześnie czuło przeciwstawne uczucia naraz. Nie mam zaburzeń osobowości ani PMS więc może brzmieć to co najmniej podejrzanie. Czuje smutek i radość jednoczenie i nie potrafie wybrać które z tych uczuć jest silniejsze, troche to skomplikowane.

Z jednej strony jak pisze z au pairkami z moich przyszłych okolic, które już tam są lub też w niedługim czasie będą i czytam ich opinie,odczucia to już nie moge się doczekać i ciesze się bede w tym a nie innym miejscu.

Z drugiej strony wspomnienia z mojej pożegnalnej imprezy która była po prostu mega + życzenia w których każdy życzył mi abym odnalazła swoje powołanie życiowe, aby czas w Angli nie był zmarnowany i abym szybko wracała i nie zapuszczała tam korzeni napełniają mnie smutkiem.

Do mojego wylotu pozostało 2 dni 6 godzin i 38 minut. Unbelievable.
Nuta na dziś.



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

7 days



I nie chodzi mi bynajmniej o pysznego czekoladowego rogalika tylko o to że za 7 dni już zaczynam swoje au pairowanie !!! Poziom ekscytacji powoli sięga zenitu i chodzę nadpobudzona jakbym coś brała, brilliant !!! Choć może z zewnątrz tego nie widać to jednak od środka rzuca mną na lewo i prawo ... dobra z tym to sobie żartuje ale stres mnie nie odstępuje na krok.

Dziś spakowałam orientacyjne walizkę i wyszło mi ok 13 kg ?!? +  będe musiała tylko jeszcze dorzucić do tego kosmetyki i prezenty. Mam jednak z mojej perspektywy BARDZO poważny problem ... nie mogę odnaleźć mojego kabelka od Ipoda i jestem okropnie wkurzona, mam nadzieje że do wyjazdu przypadkiem go odnajdę w innym przypadku będe miała kolejny "extra" wydatek ;(

Mam jednak naprawdę duży powód do radości , dom obok będe miała koleżanke au pair z Hiszpani ! Wiadomo że razem zawsze raźniej i fajnie że tak blisko :) Ma na imie Ester ma 22 lata i zaczyna 8 września więc długa sama nie będę się nudzić ;)

Jeszcze przed wyjazdem 30 sierpnia mam swoją pożegnalną imprezę więc pewnie bez łez się nie obędzie ale i tak coś czuję żę to będzie niezapomniana noc :)

A to samolot którym będę lecieć


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

2 tygodnie

Już za 2 tygodnie o tej porze pewnie będę w drodze na lotnisku w Warszawie ... Aaaaaaaa !
Boże jak ten czas szybko płynie ! Nie wierze w to ... pakuję swoje rzeczy i zostawiam mojej siostrze pokój na wyłączność ;) hahaha cwana bestia już ostatnio mnie nawet podpytywała czy jak by była możliwość to na jaki kolor ewentualnie mogłaby przemalować ściany ... na jaki chcesz oprócz różowego bo i tak znikam na 10 miesięcy ! A może i dłużej kto wie ;)))

Co do moich przygotowań ostanio wyrobiłam sobie osobiście karte euro26 bo z naszą pocztą różnie bywa i nie chciałam ryzykować  . Co do prezentów to stwierdziłam że nieważne co kupie to pewnie Rose i Luke to mają więc nie mam co kombinować tym bardziej że zależy mi bardzo na miejscu w walizce bo z większością moich ubrań, butów i torebek nie jestem w stanie sie rozstać ;) Tak w ogóle to moja mama i siostra już ubolewają że zabieram swoje rzeczy i ubrania bo często  lubią ode mnie coś pożyczać ;)

Ostanio na skype Pippa moja host mom powiedziała że przyszedł do mnie list na ich adres a jak tak w myśli WTF jeszcze mnie tam nie ma a już listy przychodzą ?!? Spytała się czy zostawić go jak przyjadę czy otworzyć go teraz. Oczywiście ciakwość wzieła góre i poprosiłam żeby go otworzyła. Okazało się że to brytyjska agencja au pair współpracująca z Prowork wysłała mi już powitanie na wyspach, jakieś ulotki z przydatnymi informacjami,poradami i starter na telefon ... nice !

Dzieciakom kupiłam po kolorowance z polskimi napisami bo licze że może uda mi się nauczyć ich kilka słów po polsku wiadomo przed samym wyjazdem wpadnę jeszcze  do sklepu i nakupuje im jeszcze polskich słodyczy :) Hostom zamiast tego winka to kupię jakieś pyszne czekoladki z alkoholem bo znając mnie i moje szczęście to to się zwyczajnie potłucze :<



Odbiegając od tematu au pairowania to ostatnio to ostatnio znalazłam fajną strone z różnymi śmiesznymi kartkami do wysłania oto kilka moich ulubionych ;)